Zdarzyło się…

Dziś, powiedziane do niej zdanie sączyło się w jej umyśle, zataczało koło i wracało ze zdwojoną siłą.

„…Większość z naszych rozmów odganiała diabła sprzed mojej twarzy, zastosuj to na sobie, inna droga, cel ten sam…”

Jej obcość wyrosła z bardzo dawnej przeszłości. A jej trudność po prostu lubiła tańczyć obok… Jej chęci brały się z głębokich doświadczeń, jej braki były przykładem na to, że potrzebuje wciąż silnego ramienia obok. Ale umiała pewne rzeczy, jak nikt inny. Rozmawiała z wielorakimi istotami z tego i nie z tego świata. Wówczas to, z miejsca kreśliła jasny plan. Od razu. Od początku istnienia. Nie musiała wiedzieć dużo. Wystarczyły jej czyjeś oczy… Nie przewidziała w tym wszystkim jednego. Serce obok, jednak, często znaczyło więcej niż oczy. Biło określoną, lecz nieznaną dla niej emocją, a wzrok zasłaniała doskonale opanowana pustka.

1„Nic ich ku sobie nie skłaniało. Ani jego ku dorosłej dziewczynce, umówionej ze swoim darem wzruszenia, zdawało się, na zawsze, ani jej ku mrocznemu trzydziestoparolatkowi, wrogiemu, to się widziało, wszelkiej, więc również własnej mitologii. W nim wszystko działało bez zarzutu, w niej żaden tryb się nie zazębiał z sąsiednim, żaden pas nie przenosił żadnej transmisji, nic nie łączyło się z niczym, przeto nie była płynna, tylko rozchwiana. Szpeciło ją nawet to, co inne mogłoby zdobić, a choćby wzruszać, jak kruchość, drobność, defensywność. Bo wszystko, co zapowiadało w niej męskość, jak na przykład niebotyczna odwaga, pozostało w połowie drogi, porzucone, niezdecydowane, niedorobione. Musiała mieć też w pogardzie śmiałość, bo jej nie używała. Więc ponieważ nic ich ku sobie nie skłaniało, czuli się skrępowani i szukali okazji, by się rozejść. Na razie jednak geografia losu nie dawała im tej szansy…” (autor nieznany).

On przychodził nie tylko we śnie. Był obok podczas całej jej rzekomej ucieczki.

Słońce jednak też zbudziło się już ze snu. Piękna wiosna, a wokół radośnie…

Jej myśli, jej ciało chce już powrócić. Tam. Do domu. Jeszcze tej nocy. Takie są pragnienia, ale rzeczywistość czyni swoje.

Dziś tylko i aż tyle. Ciąg dalszy w kolejnej części nowej opowieści „Zdarzyło się…”. Niedługo w całości.

Reszta na teraz tutaj – Mateusz Ziółko i Lidia Jazgar „Nie ma”. Niech hipnotyzuje.

PS. Przy okazji, niebawem, będzie kilka nowych zdjęć… takich zwyczajnych, ulotnych chwil, kiedy w swoim ziemskim locie pokazuję duszę. Ktoś mi ostatnio powiedział, że nie lubi mnie z tych wszystkich ładnych obrazków, lubi mnie na żywo. Dlatego tym razem ubiorę się w codzienność.

 * Fot. Gosia Polubiec-Kopeć
Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.