W świetle lampy…/cd. druga noc

„Nie unoś w ironicznym grymasie kącików ust, przecież wiem, że kochasz życie równie mocno jak ja. Kochasz je na przekór swojej pogardzie, na przekór pewności, że minie i że trzeba się oswoić z tą myślą. Kochasz je na przekór oswojeniu.”  Halina Poświatowska

Zapowiadany cykl – ”Loneliness”. Projekt z artystycznej czeskiej Opavy (Instytut Twórczej Fotografii), do którego to zostałam zaproszona. Tworzy się tam niezwykłe przekazy. To alternatywa do tego, co przesadnie wyidealizowane, do czego przyzwyczajamy nasze oczy, a co dla mnie osiągnęło już miano przesytu. Dziś zatem sami opowiedzcie sobie do tego historię… i pomyślcie o niej – gdziekolwiek jesteście. Niech to jednak będzie wyłącznie namysł autonomiczny, w kontekście swoim, nie moim. Namysł bez oceny mnie. Tym razem skupcie się wyłącznie na sobie i rozpoznajcie swoje emocje.

Ja jestem wciąż jedna i ta sama, wciąż ta nudna postać z baśni, o tych dziwnych nierozpoznanych oczach. Tak, to już zdążyłam zrozumieć, kiedy leciała mi łza, i wyżłobiła sobie wąski kanał, który nie prowadził jednak tylko do serca, ale rozwidlał się w różne strony tak, że zajął całą duszę. Od tego momentu nie jest w stanie kontrolować moich łez. Zatem, stan euforii tam nie istnieje. Ale to nie jest przypadłość umysłowa, że omija się szczęście, a rozpamiętuje troski. Tak też może być. Ja pozostaję wciąż taka sama, pomimo wielu bodźców z zewnątrz, nudna, z tendencją do opowiadania historii.

Natomiast jedno jest tu ważne. Jeśli wchodzi się z ciekawości do czyjegoś domu, to chyba nie z myślą, aby czynić w nim bałagan i na dodatek dopuścić się krzywdy jego właściciela. Zastanawialiście się kiedyś, co dzieje się wtedy, kiedy jednak tak się staje? Co, wobec tego, okazuje się ostateczną przyczyną słabości gościa, który nas odwiedził?

Ten sam człowiek, który pisał o sobie podobnie, a który zna się na wielu rzeczach ważnych, rzekł mi całkiem niedawno: „Śpiąca królewna też się budzi i jest tylko człowiekiem. Ciężko marzyć o ludziach. Wolę marzyć o innych światach i to jest moja wyspa, każdy jej potrzebuje, o czym wiesz tak samo dobrze jak ja.”

Jego też lubię słuchać – Sting „Fragile”.

„Krew, która popłynie, gdy stal i ciało staną się jednością
Zastygnie w kolorze wieczornego Słońca
Jutrzejszy deszcz zmyje ślady
Ale w naszych umysłach pozostanie ślad

Być może ten ostateczny czyn miał na celu
Zbicie odwiecznego argumentu
Że nic nie rodzi się z przemocy i nigdy by nie mogło
Dla wszystkich tych urodzonych pod gniewną gwiazdą
Żebyśmy nie zapomnieli jak krusi jesteśmy…”

* Fot. Łukasz Sowa
Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.