Nic, co ludzkie

Nie umiemy być przygotowani na złe wiadomości. Nie umiemy nigdy przewidzieć, że dzisiejszy poranek będzie zupełnie inny od poprzedniego. Myślę, że tę nieprzewidywalność widać czasem pośród tłumu wokół. Nie jest to jednak twarz powszechna, ma zupełnie inne rysy i inny rodzaj skóry. Sylwetka pochylona, która nie potrafi już się wyprostować. Oczywiście wiara jest wiarą, a każdy trudny moment istnieje po to, żeby wzmocnić naszą siłę. Nie można jednak czuć się mocnym zawsze, kiedy złe, wcale nie w znaczeniu widzialnym, (bo to zbyt proste), ale niewidzialnym kiełkuje. A obrazy wokół są, coraz częściej, wymalowane kłamstwem. Wymalowane jednak na tyle perfekcyjnie, że nie sposób odróżnić ich od tych właściwych.

Chciałabym wiele zmienić, odwrócić prawidłowość, naprawić, unaocznić zasady, a muszę zwyczajnie dziś uciekać… przed tym, co powstało wokół. Ta dziwna blizna na dziwnej dziewczynce. Ta dziwna rzeczywistość, na jeszcze dziwniejszej powierzchni. To kwestia wielu rzeczy. Również tego, że jedna twarz, coraz częściej, nie pasuje już 1do drugiej. Co więcej, ludzkie oczy stoją naprzeciwko drugich i z kłamliwym błyskiem, przekazują im wymyśloną prawdę. A całość przecież została ulepiona z tej samej gliny. Jednak, jak się okazuje, glina to nie wszystko. Trzeba ją długo i wytrwale formować, żeby wyrzeźbić coś o niebanalnych właściwościach.

Uciekam zatem, bynajmniej nie ze strachu. Taki strach można łatwo obezwładnić. Jednym wymownym spojrzeniem i jednym słowem klucz. To raczej brak chęci na to, by uczestniczyć w grze, która nie ma żadnych zasad.

Ludzie nie potrafią być już prawdziwi. Ja tego nie zmienię, ani żaden wojownik nie z tego świata. Po prostu nie tak powinno być skonstruowane życie. A przynajmniej nie takim powinny je czynić jednostki. Czasem jednak nic już nie da się zrobić. Czasem należy dać sobie zwyczajnie spokój.

Teraz dosięga mnie zupełnie inny rodzaj strachu, inny wymiar niepewności, inne łzy. Strach, który ma swoją historię. Dlatego zostawiam resztę. I wędruję w tamtą stronę, prosto do serca, gdzie prawdziwych emocji było zawsze pod dostatkiem. Gdzie moja dusza miała spoczynek, spokojny sen i ciepłą dłoń.

PS. Nie wiem, czy będę mogła tworzyć coś więcej tutaj, teraz, w tym czasie. Obawa, którą noszę w sobie, dotyczy mojego życia wyłącznie. Życia danego mi niemalże trzy dekady temu. I tak wciąż potrzebnego mi nauczania, przez ten czas. I wychowania. Najlepszego z możliwych.

* Fot. Julia Dunin-Brzezińska
Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.