Okno

„Kiedy Bóg zamyka drzwi – to otwiera okno… ” ks. Jan Twardowski

Tego dnia czułam, że sił mi przybywa. Że motyl może być kolorowy, niebo zasłane błękitem, a kwiaty pachnące przyjemną wonią i że będąc w domu dzieciństwa, czuję się znowu bezpieczna.

Wrócił ktoś z dalekiej podróży, błyszczą oczy nowej istoty, jest dawny bohater, w niezwykłej roli. Jest Ona, zmęczona, ale wciąż z uśmiechem na twarzy.

Poza kłuciem w środku i szklącymi się oczami, jest nasza jedność, w tym czasie. Siła, która daje wiarę. Całość naszych czterech ścian, spójna historia czterech postaci, wzbogacona o tę niezwykłą nową moc. Iskrę serca.

Dni mijają w naszym zespoleniu.

Wieczorami, gdy dom jest pełny, łatwiej znieść strach. Nocami zmęczone ciało odlatuje w daleką przestrzeń i nie męczy go już żaden senny obraz. Tylko nad ranem przychodzi coś, co z trudem się znosi. Coś, z czym walczy się najcięższej. Bo to, że jest nielekko już nikogo nie dziwi. Istotne w tym ”nielekko” jest to, że nie można sobie tak łatwo pomóc, jednym słowem czy gestem. Nie można oprzeć wszystkiego na swojej sile. W końcu bowiem dociera fakt, że jest jej za mało. Pięćdziesiąt kilogramów ciała buntuje się przy każdej możliwej okazji. Stopy nie chcą odrywać się się od ziemi, serce bije nierównym rytmem, głowa ucieka w dół.

Każdego dnia trzeba więc otworzyć okno. Aby zwyczajnie przetrwać i nie udusić się od pewnych emocji. Okno, za którym świat się dopiero zaczyna. Gdzie to, co dobre, co szczere, co ciepłe dokarmia duszę. I buduje nowe pokłady siły, siły, która ma zwyciężyć wszystko…

PS. Myśli zza okna „20 dni – krótki czas, a jakże złożony; 20 dni Twojego czekania, nadziei, myśli, uczuć. Jestem okrutny w tej dosłowności, ale szukam razem z Tobą dobra i sensu, muszę tak, bo nawet na moment nie wolno Ci zejść ze szlaku.
Coś Ci dziś opowiem, coś z życia. Było to, kiedy ja sam czekałem, też nagle i bez przygotowania, też krótko, a raczej szybko. Zawsze, jak stoisz na krawędzi, szukasz. Szukasz siebie i jakiegoś sensu, czegoś, czego się chwycisz, gdziekolwiek, choćby na ulicy. Szukasz w sobie, w swojej przeszłości, w zainteresowaniu, we wrażeniach. Wówczas ja znalazłem to wśród tych, którzy po ziemsku umierali, tych najmłodszych – niewinnych, przerażonych, tak pięknie bezradnych, tak dziecięcych w smutku, naiwnych w radości, tak kochanych. Tęsknię za nimi, bo wielu już nie ma. Ale nie boli, bo zanim odeszli, ja dałem im siebie. I wiem, że to było bardzo dużo, to jest bardzo dużo.
Kiedy to już nie pomagało, odbyłem piękną podróż, po wspólnych miejscach, wszystkich. Z całym namaszczeniem, z zamawianiem w knajpach dokładnie tego, co kiedyś, z rozbijaniem tego namiotu, tą samą piosenką, jeżdżąc po tych samych drogach. Potem oglądałem nasze filmy i znowu jechałem. Potem w płaczu, ale już z nadzieją na spotkanie. I ze świadomością, że ja tutaj zostałem, a to znaczy, że jestem tu jeszcze potrzebny.
Gdzieś na końcu czasów o wszystkim tym kiedyś pogadamy… :)”.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.