With hope…

„Bo widzisz tu są tacy, którzy się kochają
i muszą się spotkać, aby się ominąć
bliscy i oddaleni, jakby stali w lustrze
piszą do siebie listy gorące i zimne,
rozchodzą się jak w śmiechu porzucone kwiaty,
by nie wiedzieć do końca, czemu tak się stało.

Są inni, co się nawet po ciemku odnajdą,
lecz przejdą obok siebie, bo nie śmią się spotkać.
Tak czyści i spokojni, jakby śnieg się zaczął
byliby doskonali, lecz wad im zabrakło.

Bliscy boją się być blisko, żeby nie być dalej
niektórzy umierają – to znaczy już wiedzą
miłości się nie szuka, jest albo jej nie ma.
Nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek.
Są i tacy, co się na zawsze kochają
i dopiero dlatego nie mogą być razem,
jak bażanty, co nigdy nie chodzą parami.

Można nawet zabłądzić, lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem.”

ks. Jan Twardowski

Kolejne kadry. Współpracowałam przy nich z bardzo zdolnymi młodymi osobami, fotografką – Bogusławą Kędziorą i projektantką Moniką Misiak-Kołsut MoMi-Ko.

Będzie teraz bardzo dużo nowych fotograficznych projektów. A mniej pisania. Będzie teraz więcej zagłębiania się w obraz niż w słowo. Bo cokolwiek dziś napiszę, wszystko sprowadzi się do nadziei i wiary, że najcięższa życiowa walka, jaką przyszło mi stoczyć, zostanie walką wygraną.

Myślę też, że tak wiele przedefiniowałam w ostatnim czasie. Zawsze chciałam dostrzegać w ludziach prawdziwych bohaterów, i nierzadko to czyniłam. Uznawałam, że to moja dobra cecha,  pomimo że wiele razy się myliłam. Pomyłki uczyły nowego patrzenia, pomagały dorastać, ale i tak, nie chroniły przed popełnianiem kolejnych błędów. Do czasu. Do dzisiaj. Kiedy doskonale zrozumiałam, że wszystko, czego chciałam w przeszłości, było niczym wobec tego, czego teraz pragnę najbardziej.

Bohaterstwo, duma i męstwo zarazem to najlepsze cechy, jakie można posiąść. Bohaterem staje się ten, który podejmuje walkę z chorobą, bohaterem jest ten, który trwa obok i trzyma dłoń, kiedy łzy nie przestają lecieć, w końcu bohaterem jest ten, kto przez ponad pół wieku zostaje przy rodzinie, kocha i poświęca wszystko, co poświęcić może, pomimo swoich bolączek.

Do pewnych rzeczy jednak się dojrzewa. Latami.

Dlatego jedynym wyjściem, które pozwoli zapominać o złych czy też nijakich bohaterach, jest fakt zamykania za sobą drzwi przeszłości, odkładania na bok lubianych niegdyś opowiadań, rezygnowania z pewnych nieokreślonych i niedokończonych rozmów, ostatecznego rozliczenia się ze swoimi pomyłkami. Bo w chwili, kiedy wszystko zaczyna mieć zupełnie inny wymiar, przeszłość staje się wyrzutem, że nie robiło się tego, co robić się powinno, że tak długo wierzyło się w tych, którzy na tę wiarę nigdy nie zasługiwali, że krwawiło się za winnych i że nie dostrzegało się rangi najważniejszych rzeczy. Bo kiedy staje się oko w oko z potworem, nie wyimaginowanym, nie literackim, nie opisywanym, ale realnym, i kiedy patrzy się na wyczerpującą walkę oczami dziecka, nastoletniej dziewczyny i w końcu dojrzałej kobiety, to zaczyna się rozumieć to kontinuum, zaczyna się pojmować więcej niż kiedykolwiek wcześniej. A ponad tym wszystkim, snuje się jedna nieustanna myśl, o znaczeniu życia, które jest największym darem, jaki człowiek mógł otrzymać.

Z melodią, gdzieś w tle – Lady Antebellum „Need You Now”.

* Fot. Bogusława Kędziora
Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.