Czarno na białym

Dziś ludzie mają różne pasje – fotografia, podróże, sporty, oczywiście tylko i wyłącznie rekreacyjne (i te najmodniejsze), plotki, klubowanie, fitnessy i inne siłownie na jeden sezon, bo potem zazwyczaj się już nie chce. Połowa z tych osób, albo i więcej, używa swojej pasji do spełnienia osobistych potrzeb. Potrzeb dowartościowywania siebie, zaspakajania ciekawości, umiłowania bycia „w centrum”.
Dowiaduję się na przykład, całkiem niedawno, że fotograf, który nawet nie robi, a tylko próbuje robić zdjęcia, od półtora roku, planuje już swój wernisaż,  chyba zgodnie z tym, że fotografie dzisiaj wykonuje każdy, kto ma aparat, za parę tysięcy złotych, a zrobi je właśnie ten sprzęt, nie człowiek. Kolejny „podróżnik” lubuje się w pokazywaniu osobistych zdjęć ze swoich wojaży. Gdzie? Oczywiście na portalu społecznościowym, żeby tylko wszyscy zobaczyli. Znany mi dobrze (zupełnie z innej, nie medialnej, strony) biznesmen uwielbia celebrować swój zapał, kreatywność, talent, miejsca, w których bywa i nie wiem, co jeszcze, na oczach tysiąca swoich znajomych i nie tylko zresztą. Owszem, ma smykałkę do biznesu, tylko po co o tym ciągle rozgłaszać, szukając poklasku.
Te wszystkie zachowania to w końcu pasje, czy części osobistego show?

W nawiązaniu do himalaisty, zaginionego kilka dni temu – myślę sobie, jak wielka była jego pasja… osobista historia, na uboczu, historia zdobywcy wielu szczytów i tras górskich, o których wielu nawet nie śniło, tysiące dalszych marzeń i planów. Pasja tak silna, że kosztowała go własne życie. To właśnie dziś podziwiam i temu się przyglądam. A „pasjonaci”, którzy swoje „pasje” głównie pokazują na budowanych przez siebie samych ołtarzykach, bardziej śmieszą, niż budzą podziw.

Adaś Sokół, mój kolega, muzyk, właśnie wydał swoją pierwszą płytę, z zespołem Manta Birostris „Bóg urojony” . Co tutaj istotne, bez tak zwanych znajomości. Tomek Lazar, znajomy fotograf, o którym już niegdyś pisałam, zdobył nagrodę World Press Photo, i wcale nie emanuje tym prestiżowym blaskiem, a wręcz przeciwnie, poszukuje nowych dróg rozwoju dla swojego talentu. Anetka Rostkowska, prezeska fundacji „Herosi”, pomagającej chorym dzieciom na raka, zaraża swoją charyzmatyczną postawą do niesienia pomocy innym. Podziwiam takich ludzi. To dla mnie artyści kompletni. Świadomi swojego talentu. Ludzie z prawdziwą pasją.

Uzewnętrznianie się, w jakiejkolwiek formie, powinno być poprzedzane wieloletnim namysłem. Do pasji dojrzewa się latami, wytrwale oczekując na efekty. A jeśli człowiek czuje się już gotowy, by pójść ze swoim talentem dalej, może przekuć go w coś zupełnie innego, niż osobiste dobro i poprzez własny pomysł na siebie, czerpie z życia i dochodzi do czegoś, czego szukał od dawna. Bez konieczności znajdywania zastępników –  siedzenia wieczorami przed telewizorem, wymyślania sobie kolejnych bolączek, chęci wiedzy o innych ludziach więcej, niż oni sami chcą opowiedzieć, a pomimo tego i tak wiecznego braku czasu, bo przecież ulubiony serial trzeba obejrzeć.

Poniżej część z twóczości jednego z moich lubianych autorów, który inspirował od dawna. Określone słowa jako idealny wyraz czegoś, czego ja nie ujęłabym lepiej, wyraźniej, właściwiej.

„Oto jestem; oczekiwany z utęsknieniem potrzebujących i niepotrzebujących, a chcących mieć.
Tłumem jest najlepiej manipulować. Wystarczy obiecać mu coś intratnego (…).
To tłum, pędzący z kłamstwem na ustach za marionetką, którą można mu wskazać.
A pamiętać należy, że kto w cudzym cieniu siedzi, sam cienia nie daje. Spod czyjegoś cienia nigdy nikt nie rzuci własnego (…).
Życie to walka, ale biją się tylko odważni, reszta nie podnosi oręża, godząc się na wszystko i na pozostawienie wszystkiego w spoczynku (…).
Jeśli więc nie pomagasz, to odstąp ode mnie i pójdź własną drogą, bowiem tak jak i ja nie czynię Ci szkody, tak i Ty pozostaw mnie w spokoju”.

***

I coś, od innej (lepszej) strony:

„Jeżeli zaśnie tylko jedno, drugie, to bardziej pracowite, w końcu wpadnie w gniew. Brak adoracji zmusi do rozglądania się, za witalnością życia i tak, oto śpiący strażnik wpuszcza na mury wroga, który zresztą wchodzi uchylonymi drzwiami.
Aby nie uśpić miłości, trzeba być w gotowości. Musicie pracować i jeszcze raz pracować. Podróż okrętem przez ocean pełen sztormów, jedna załoga, która wspólnymi siłami stara się przeprowadzić statek na inne wody. Wspólne pokonywanie przeciwności jest awangardą związku. Z nikim nie poczujesz się tak blisko, jak z kimś, z kim dzierżysz ster swojej łodzi i wspólnie kursu trzymacie, obmywani strugami lodowatych fal i przenikliwym powiewem północnego wiatru. Przykro to mówić, ale kiedy nie jesteście zdolni przejść wspólnie niebezpieczeństwa, przeciwności losu i wytrzymywać bólu, jeśli wspólnie nie staniecie przeciwko chcącym napaść na Wasze mauzoleum miłości, nie obronicie tej budowli.
Miłość nie polega na zaśnięciu razem, ale na wspólnej podróży poprzez koleje niepowodzeń i wypaczenia domysłów i nic, ale to nic nie może zachwiać fundamentami Waszej budowli. Jeśli nigdy nie walczyliście razem, to nigdy nie sprawdziliście się w kochaniu. Jeśli stawiasz chatę w bezwietrznej dolinie i jest ona trwała, odpowiedz, jak ta chata wytrzyma wiatr gór? Jeśli posiadacie jacht, który znakomicie sprawuje się na jeziorze, powiedz jak on się spisze na morzu?
Szczere uczucie opiera się na więzi emocjonalnej, a tą trzeba zbudować z najsolidniejszego marmuru. Miłość może być wyzbyta przyjaźni, ale przyjaźń musi mieć w sobie miłość. Najlepsza forma miłości rodzi się z zaufania i wyrasta na możności polegania na sobie. Jeśli nie śpicie, ale podróżujecie, pokonując wszelkie przeszkody, zaufanie kwitnie, a wsparcie, które daje kochana osoba uszlachetnia Wasze uczucie i uczy Was umiejętności walki o nie. Musicie być razem i dalej pójść razem. Musicie patrzeć na siebie spojrzeniem, w którym jest nadzieja tego, co pragniecie najlepszego sobie podarować, a nie tego, o co siebie podejrzewacie. Nauczcie się walczyć przy boku.
Głupcy wierzą, że obraz uczucia implikowany za pomocą anteny jest wiarygodny i obarczają partnera za brak tego samego filmu w swoim życiu. Nie pracują, tylko marzą i cierpią z powodu niedoścignięcia tych marzeń. A wystarczy być niestrudzonym w związku i podnosić poprzeczkę coraz wyżej. Nie siadać, ale pracować. Ciężko, ciężko pracować.
Dobra współpraca owocuje kolejnymi podróżami. Mistrz tenisa, grając w debla, chce równie świetnego gracza jako partnera. I obaj muszą ciężko pracować, aby siebie nie zawieść, gdyż to owocuje rozstaniem. To metafory, ale nic bardziej nie obrazuje sytuacji jak odpowiednia metafora.
Wiem, wiem, krzyczycie, że miłość to coś znakomitszego niż wiosłowanie, gra w tenisa albo przemierzanie oceanu. I macie rację. To co innego, ale zarówno w wiosłowaniu, jak i w grze, oraz walczeniu ze sztormem, tak i w kochaniu, jesteśmy częścią drużyny, a ta przetrwa tylko wówczas, kiedy będzie widać wyniki, a one pojawią się jedynie poprzez ciężką pracę, każdego z osobna i obojgu razem.
Wierzę, że marzycie o domu, którego ostoją jest wiara w jego solidność. Nie cierpcie jednak z powodu zburzonej chaty. Jeśli coś ją potrafiło zburzyć, nie była warta wysiłku.
Bywa też tak, że chaty nic jeszcze nie zniszczyło, ale Wy, co jakiś czas, wstawiacie na nowo okna, łatacie dziury i pokrywacie nową emalią. Naprawiacie szkody, które sami jej wyrządzacie i czy na tym ma polegać Wasze życie? Na wiecznej odnowie? A nawet, jeśli przeprowadzicie remont i chata uzyska ściany z solidniejszego materiału, a dach pokryjecie blachą, to w końcu ponownie powybijacie okna, wywiercicie dziury i zedrzecie farbę. I znów wielkie sprzątanie. Dom jednak nie będzie już taki piękny i nawet po kolejnym remoncie, jego mury będą nosić znamiona zniszczenia.
Współpracujcie zatem i zawsze bądźcie w pogotowiu. Nauczcie się mieszkać i dbać o swoją budowlę miłości”. F.K.

Muzycznie, jak tło do tej całości: Parov Stelar feat. Lilja Bloom „Coco”.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.