KSW 22/ o walce

Ostatnio –  „Wraca się jedynie do tych, których się kocha. Nie wraca się tam, gdzie jest się tylko kochanym. Wraca się wyłącznie do tych, których się kocha. Albo nie wraca się nigdzie i do nikogo”. Leopold Tyrmand

Powroty i wyjazdy, początki i końce, wygrane i przegrane, kłopoty i sukcesy, budzą ogromne emocje i zmuszają do wielu zmian, ale dzięki takim doświadczeniom wiemy o sobie i o życiu, w ogóle, coraz więcej.

„Naj­ważniej­sze jest, by gdzieś is­tniało to, czym się żyło… Naj­ważniej­sze jest, by żyć dla powrotu”. Antoine de Saint – Exupéry

Ludzie dziś za szybko rezygnują z własnej siły, nie szukają nowych bodźców, nie chcą odkrywać, nie chcą przerywać stanu, w którym tkwią. Choroba, trudności, wszelkie przegrane zasłaniają im cały ich świat. A przecież, życie z problemami, życie w chorobie, życie w strachu to też życie. I trzeba je wykorzystać do końca. Tak mocno, jak mocno pozwalają na to siły. Nie poddać się myślom, że coś jest niewykonalne. Można wygrać z największym wrogiem, choćby ten zaskakiwał. Determinacja i siła walki oraz cel, dla którego warto, to niezwykle ważne składowe istnienia, bycia, trwania. To nie brzmi patetycznie. To brzmi po prostu ludzko. Trzeba potrafić i chcieć walczyć.

– Patrzysz walecznie. To wystarcza?
– Wystarcza, by przeżyć samemu…
– A wszyscy obok?
– Wszyscy obok też potrzebują żyć, z jakąś nadzieją. Wymyślam im tę nadzieję.
– To znaczy, że jej nie ma?
– Człowiek, z różnych powodów, ją zatraca.
– A Ty, gdzie jesteś Ty?
– Ja jestem dla nich. Odrywam się tylko na chwilę, a potem znowu wracam. Do miejsc, w których trzeba rozpalać nadzieję. To jest obecnie najważniejsze.

Obserwowałam już kilkanaście walk o życie. Zawsze podziwiałam tych, którzy, pomimo beznadziejności, zwyciężali. Albo, którzy nigdy się nie poddali, nawet jeśli nie zwyciężyli.

Dziś jednak obserwuję również i tych, którzy przestali walczyć, z różnych powodów, ale głównie dlatego, że sami wybrali sobie taki los, choć mogli zupełnie inny. Nie wiem, czy to kwestia braku siły, kwestia niespełnienia się, kwestia wygody, kwestia niechęci, kwestia nieumiejętności przełamania złego. Mniejsza z tym. Obserwuję zatrzymane serca, puste oczy, pochylone ciała. Z tym pogodzić się nie jest łatwo. Dawnych bohaterów nie da się tak po prostu „zdebohateryzować”.

***

Poniżej coś z innej strony, ale powiązanej z tym, co przed chwilą. Poniżej coś o walkach, jednak tym razem walkach namacalnych, widzianych gołych okiem.

MMA (mieszane sztuki walki) to dyscyplina sportowa, w której zawodnicy sztuk i sportów walki walczą, wykorzystując przy tym duży zakres dozwolonych technik. Chodzi tu o zapewnienie widowiska sportowego, w którym pojedynek między dwoma zawodnikami toczy się przy jak najmniejszych ograniczeniach, lecz równocześnie polega on na zminimalizowaniu ryzyka trwałych obrażeń ciała. Konfrontacja Sztuk Walki (KSW) jest polską organizacją, promującą ten typ sportu i organizuje gale, podczas których odbywają się walki między zawodnikami z różnych stron świata i w różnych kategoriach wagowych.

Kilka słów na temat zasad i reguł tychże walk, bo istnieje ciągle wiele stereotypów, dotyczących tej dyscypliny (uznaje się ją często, błędnie, za pozbawioną zasad i bardzo kontuzjogenną). Tymczasem pojedynek odbywa się na ringu i trwa trzy rundy po pięć minut. Istnieje tu szereg zabronionych chwytów m.in. uderzenia łokciem na twarz, na tył głowy, uderzanie głową, kopnięcia stopą w głowę leżącego.

Gala KSW 22, tym razem, odbyła się w Warszawie. Po raz pierwszy, mogłam obserwować ją z bardzo bliska, bo „na żywo”. Rozegrano siedem pojedynków. W dwóch najważniejszych walkach wieczoru wystąpił mistrz olimpijski w judo, z Atlanty, Paweł Nastula oraz międzynarodowy mistrz KSW w wadze półciężkiej, Jan Błachowicz. Obaj wygrali. W prawdziwie walecznym stylu. Godnym uznania.

To też tak a’propos pasji, o której pisałam ostatnio.

Ringowe walki zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Taka siła ludzka…, widoczna namacalnie na zewnątrz. Zdaje się, że coś nie do końca pojętego, a jednak. Ogromna wytrzymałość na ból, determinacja, nadludzka siła i duża odwaga. Jakkolwiek można postrzegać tego typu sport, to jednak patrząc na to, co działo się w ringu, pojawia się namysł nad możliwościami, jakimi dysponuje człowiek, możliwościami, które w tym wypadku naprawdę nie znały granic. Bez względu na fakt, czy są one fizyczne czy psychiczne.

Takie nowe, nieznane dotąd emocje, jeśli pojawiają się znienacka, a tak było i tym razem, przynoszą dużo rozmyślań. Znalazłam się w tym miejscu nie przez przypadek, a jednak dość nieoczekiwanie. Ktoś po prostu znowu pokazał mi nowe, nieznane emocje, które miały mnie odpowiednio zaskoczyć. Podobnie jak dwa lata temu, kiedy doświadczyłam czegoś, o czym nawet nie marzyłam. Teraz też nie marzyłam…, a na pewno nie o oglądaniu takiego widowiska. Ale będąc w samym środku tego wszystkiego, nagle zrozumiałam, dlaczego, akurat w tym momencie, jestem tak blisko walki ludzkiej, pokazanej mi najbardziej dosłownie, jak to tylko jest możliwe.

Walki, którą musiałam zobaczyć, aby zrozumieć ją, po raz kolejny, ale znowu inaczej i jednocześnie zrozumieć ją na nowo. Odbyć kolejną ważną lekcję. I nadrobić zaległości.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.