Bez Słońca

Tęsknota. Na granicy traceń i trwania.
Pozornie jasne ściany i znane oczy, które jeszcze kiedyś były niebieskie. Teraz są przezroczyste. Z tego końca, z tego końca pokoju perspektywa zakrzywiła się, rozsypała i połączyła się z niebem, które potrzebowało Słońca, bez chmur.

Tęsknota.
Szyba popękała na kształt cienkich strużek łez. I nagle spadła zasłona, niespokojnie na twarz. Zaczął się teatr. W złym tonie byłoby wymknąć się, wybiec prosto na chłodną szarość chodnika i rzucić gorzkie nic na pożegnanie.
Tęsknota.
Zatrzymałam się na snach, a na wyobrażeniach zostawiłam wzrok…
Rzęsy tej nocy nie skleiły się w ogóle. Chłód przeszywający ciało przypominał o nadchodzącym lodowcu.

Tęsknota.
To tylko jeden dzień, a jakby pięć lat. Mówimy dziś do siebie zbyt krótkimi zdaniami. Widzimy się, jakby ostatecznie albo ostentacyjnie albo ostatkiem sił.
Serce zaniemówiło, a rozum dobijał się głośnym krzykiem – to za wysokie fale, uciekaj.
To lato się odstało. To słońce się schowało.

Tęsknota.
Zamknęłam niebieskie drzwi za sobą.

Jeszcze raz, z kiedyś – Edyta Górniak „Nie zapomnij”.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.