Pari Pari

Gdzieś, jeszcze jesiennie, gdzieś pomiędzy. Jeszcze niechłodnie, już nieciepło. Otworzone drzwi i niejedno z okien. Otwarte usta na oścież. Odwaga bycia sobą.

Melodia, rytmicznie wyrzucane słowa, ubrane w mocne brzmienie, nie blade, nie bezspójne, nie mgliste. Lekko nadwyrężone, ale spokojne ramiona i dawne wzruszenia, upchane gęsto, razem, bez bycia pojedynczo. Niczym szybko rosnące włosy, zaskakujące chwile. Kilka przeczeń i przecznic, i taka dłoń, jedna, następna, do której przywiera kocie ciepło, niebotycznie, zaskakująco wręcz tą porą, wyczuwalne.

Za i niepoznanie, draśnięte gdzieś w locie. Ale wciąż latanie, wciąż czekanie. Bezrozpatrywnie. Potrzeba takiej eleganckiej dykcji, by wypowiedzieć ciszę.

Ta przestrzeń Pari(s)ensualna, ta osobista, która obezwładnia siłą.

Dźwiękowo, tuląc każdą nutę – Bill Withers „Ain’t No Sunshine” .

* Fot. Joanna Wierzbicka
Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.