Ku wiośnie

Zobaczyła przez moment obraz ze snu. Taki, jakby ten z najdalszych pragnień. Patrzyła przez szklaną kulę, jak zaczarowana. Zupełnie odrywając oczy od reszty wokół. Przez chwilę była tam, gdzie marzyła, by być. Od zawsze, odkąd pamiętała. Powtarzała w myślach:
– Ależ tam jest pięknie, ależ ciepło, ależ bezpiecznie.
Cóż można chcieć więcej. Gdyby to od niej zależało, mogłaby tak stać tu, już zawsze…

***

Teraz, aby powrócić do tamtego, czasami tylko zamykała oczy i przypominała sobie, że było w tym coś z prawdy, coś z szaleństwa, coś z magii, coś z nadziei i coś ze spokoju, którego nie da się udawać. W ten sposób właśnie odchodziła, by zawsze móc tam wracać.

***

– Uśmiechasz się. Chwytasz dni. Nie śpisz dobami. Śpisz godzinami. Udało się zapomnieć.
– Ja nigdy nie zapominam. To nie kwestia zapominania.
– Więc jak to zrobiłaś?
– To proste. Pewnego razu, zbiła mi się magiczna kula i w ten sposób nie mogę już przez nią patrzeć ani w niej żyć.
– A co z tym, co sobie wymyśliłaś?
– Wymysły nie są trwałe. Wciąż patrzę na to, co tak doskonale widzę, a jak tego brakuje, wiesz co dzieje się dalej…
– Ale pamiętasz jeszcze wszystko?
– Ja nigdy nie zapominam.
– To co teraz? Tak już bez żadnych szans?
– Bez żadnych złudzeń.

Coś z dawna i coś z dzisiaj – „Złudzenie”.

I muzycznie, z uwielbieniem Andain „Much Too Much”.

„Zaśpiewaj swoją piosenkę do nieba,
gdy idę przy tobie…”.

***

Niebawem sesja dla projektantki, kilka nowych elficznych kadrów, coś dla umiłowanego przyjaciela, z którym zaczęłam w końcu solidnie trenować, dobrze jeść, radować się niesłychanie często, rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać godzinami, stawiać siebie do jeszcze prostszego pionu, mieć plany na wspólną starość i tańczyć i tańczyć do rana (mój Adamie z raju – taka love zdarza się raz na tysiąc lat :) oraz sen, długi dobowy sen, dający wstęp ku wiośnie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.