Chwila

1„Najciężej jest ruszyć. Nie dojść, ale ruszyć. Dać ten pierwszy krok. Bo ten pierwszy krok nie jest krokiem nóg, lecz serca. To serce najpierw rusza, a dopiero nogi za nim zaczynają iść. A na to nie tylko trzeba siły, ale i przeznaczenia, żeby przemóc serce i powiedzieć, to ruszam”. Wiesław Myśliwski

Czasem tak bywa:

Usiadła na brzegu chodnika. Ciemna, zimna noc nie przeszkadzała jej w myślach, które oplatały tego wieczoru jej głowę. Poczuła, że to dobry moment, by przywołać coś na kształt tego, co mogło jej zrekompensować braki.

– Jeden uścisk, jeden gest, takie niby ciepło…, ciepło reakcji – spojrzała przed siebie. Ogrzanie się w środku jesieni, od wewnątrz i na zewnątrz. Ty wiesz o czym mówię, więc przyjdź proszę… , podgrzej to, co marznie od tak dawna.
– Ty znowu cała się trzęsiesz.
– Bo, bo… przecież „Jak człowiek naprawdę tak bardzo, bardzo zmarznie, to już się nigdy trząść nie przestaje”. A ja jestem zimna, lodowata, już nie tylko na zewnątrz.

Przymknęła powieki, poczuła oddech nocy, a przed sobą ujrzała coś, co pragnęła teraz ujrzeć.
Znany jej głos, dotyk, rysy, kształt… Przez chwilę. Tą jedną chwilę. A potem nagły głos rzeczywistości.

– Chciałbym, ale nie mogę nic zrobić…
– A, a gdybym bardzo poprosiła, abyś wziął mnie ze sobą. Zgodziłbyś się, prawda? Widzisz przecież ten głód, znasz mnie doskonale, obserwujesz, przychodzisz, odchodzisz.
Głos nie dawał za wygraną.
– Wiesz, że to niemożliwe. Za każdym razem Ci to powtarzam, że nie możesz tu ze mną zostać.
– Więc co dalej? Co zrobić? Kiedy znów przestanę bać się swoich pragnień?
– Chodź, przytulę Cię, chociaż na krótką chwilę… Na niektóre pytania nie mogę dać Ci odpowiedzi. Ale powtarzałem Ci to wielokrotnie – Droga powstaje, gdy idziesz… Niedługo uda Ci się pozbyć zimna. Tylko wstań i weź ten płomień, który Ci pozostał. I odpoczywaj, odpoczywaj od myśli. A na koniec, nie rezygnuj, proszę nie rezygnuj z niczego, co masz w środku – wyciągnął dłoń, by pogładzić jej włosy.

Dźwięk nadjeżdżającej taksówki wybudził ją z chwilowej hipnozy. Wsiadła do niej niepostrzeżenie. Przez chwilę jechała w ciszy.

– Gdzie Pani narzeczony, chłopak, mąż? – taksówkarz najwidoczniej próbował zapytać ją, co robi sama, w środku nocy, w tej okolicy.
– A widział go Pan przed chwilą ze mną? – ocknęła się nagle w nadziei, że kierowca zauważył to, co i ona widziała.
– Nie – uśmiechnął się nieznacznie. – Pytam, bo to chyba niemożliwe, żeby taka kobieta, jak Pani chodziła nocami sama.
– Ja…, ja nie mam…, to znaczy nie potrzebuję nikogo obok – oparła się o fotel w całkowitym zmęczeniu, po tym, czego przed chwilą doświadczyła.

Zimno, które spotęgowały jeszcze te dźwięki: „Zatracam się”/Kasia Moś, dawało znać o sobie, coraz mocniej…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.