Coś z pamięci

„Czy pamiętasz, jak ze mną tańczyłeś walca
Z panną, madonną, legendą tych lat?
Czy pamiętasz, jak ruszył świat do tańca?
Świat, co w ramiona Ci wpadł
Wylękniony bluźnierca dotulałeś do serca
W utajeniu kwitnące te dwie
Unoszone gorąco, unisono dyszące
Jak ja cała, w domysłach i we mgle…
I tych dwoje nad dwiema, co też są, lecz ich nie ma
Bo rzęsami zakryte wnet zakryte, i w dół
Jakby tam właśnie były i błękitem pieściły
Jedno tę, drugie tę, pół na pół…”. / Ewa Demarczyk

… powinnam zatrzymać się przy kimś innym…, dlatego posłuchaj bardzo uważnie. Opowiem to teraz, bo nie wiem, czy kiedyś będę mogła przekazać Ci to po raz drugi. A dzisiaj upiłam rozum.

Tupałam i krzyczałam wciąż – przecież samotność to najgorszy rodzaj cierpienia! Ale czy myślisz, że można tak krzyczeć na migi? Lubiłam do Ciebie mówić. Z różnych powodów. Między innymi dlatego, że chciałam, żebyś wiedział, że myślę o Tobie. To dość osobista pobudka, ale nie mam zamiaru się jej wypierać. A myślałam dużo i często. Właściwie myśli o Tobie towarzyszyły mi w wielu sytuacjach. I dobrze mi było z tym. Miałam czasem takie niesamowite wyobrażenia, że moja własna podświadomość się rumieniła, ale Ty przecież lubisz rumieńce.

Bardzo wysoko cenię sobie fakt, że zaistniałaś w moim życiu. Ostatnio zresztą trudno używać słów takich jak „cenię”. Czasami wydaje mi się, że słowa to jednak zbyt mało.

Tobie mogłam opowiedzieć wszystko. Każdy szczegół. Każdą łzę… Bo nie widziałeś tych łez i w ten sposób mogłeś je sobie wyobrażać tylko. A to lepiej niż widzieć. I bezpieczniej, nie musiałeś patrzeć na moją mokrą twarz. Ciężko było przy Tobie płakać. Bo przy Tobie należy się uśmiechać, a nie smucić. Byłam zła na siebie, że nie potrafię tego docenić. Tak, jakbyś sam nie miał dość smutku. Ale uczuć nigdy nie umiałam w żaden sposób ukryć. Mogę ukryć czyny, ale ukryć myśli, pragnień, wzruszeń nie potrafię.

„Wiesz, że ja zawsze tęskniłam za Tobą już troszeczkę, nawet gdy byłam blisko Ciebie. Tęskniłam już tak sobie trochę na zapas. Żeby później tęsknić mniej, gdy już znikniesz na jakiś czas. I tak nie pomagało. A nie ma nic bardziej niesprawiedliwego niż nieodwzajemniona tęsknota. To nawet gorsze niż nieodwzajemniona miłość”. Pamięć to jednak też funkcja emocji.

Ludzie pragną czasami się rozstawać, żeby móc tęsknić, czekać i cieszyć się powrotem. Ja nie czekałam na Ciebie, tylko tęskniłam. Wiem przecież, jak potrafisz być niebezpieczny dla serca. Ale ja mogłam je sobie zatrzymać, w sposób, w jaki sama sobie jedynie wymyśliłam. I tak zaczęłam nosić Twoje serce przy sobie.

Byłeś zawsze w szpagacie między przeszłością, a przyszłością. Ale dziś zdaję sobie też sprawę, jak wielu rzeczy o Tobie nie wiem. Tak wielu. Nie wiem, co lubisz jeść najbardziej, a czego nie znosisz. Nie znałam tego, co tak bezgranicznie kochałeś? I nie wiem też, jak mogłyby wyglądać Twoje oczy, gdyby pojawiły się w nich łzy? Czasem zadaję sobie pytanie, proste pytanie – dlaczego tak się spóźniłam? Zjawiłam się za późno. O jedną (Twoją) emocję za późno.

Miałeś dla mnie mało czasu. Jednak gdybyś miał go więcej, to wiem, że pocałowałbyś każdy włos na mojej głowie. Kiedyś pytałeś mnie, co to znaczy „tęsknić za Tobą”. W przybliżeniu to była taka chwila zamyślenia, marzenia, muzyki, wdzięczności za to, że to czuję, radości z tego, że jesteś i fal ciepła w okolicach serca.

Ale to Bóg zarządził. Na pewno wie, co teraz robi. Przecież i tak znalazł mi Ciebie. Znalazł, a ja miałam zrobić resztę. A że miałam naiwne serce, to zamiast robić, czułam tylko. Bo wszystkie genialne pomysły biorą się zwykle z najprostszych podstawowych potrzeb. „W zauroczeniu dopamina przelewa się przez kanały rozsądnego myślenia i zatapia mózg. I nie można nie czuć. To tak, jak napijesz się wina i zaczynasz coraz śmielej wyrażać emocje, zapominając, że za chwilę alkohol wyparuje”. I tu ja też zapomniałam… , że za chwilę znikniesz.

Każde nasze spotkanie było czasem, aby chociaż przez kilka chwil zająć się swoją potrzebą. Nawet, gdy tego sobie wprost tak do końca nie uświadomiłam. Chciałabym mieć takie płomienie każdego dnia. Ale płomienie każdego dnia mają tylko strażacy. Niemniej życie to pożądanie właśnie. Cała reszta stanowi tylko szczegół.

„Gdy więc jeszcze kiedyś się gdzieś spotkamy, to, jak już się zobaczymy, nie pozwól mi się zapomnieć. Przypominaj mi nieustannie, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. Chyba, że i Ty się zapomnisz. Jeśli tak, to mi nie przypominaj. Takie zapomnienie może zdarzyć się nawet najlepszym przyjaciołom” .

Bóg ma za dużo ważnych spraw na głowie, aby ustalać przeznaczenie wszystkich ludzi. A ja mam wciąż w sobie taką naiwną wiarę dziecka, że gdy zamknie się oczy, wcale nie jest ciemno. Tylko dla przeżyć warto żyć i po to, aby móc je komuś potem opowiedzieć. Bo słowami można zastąpić zapach i dotyk. Słowami też można dotykać. Nawet czulej niż dłońmi. Zapach można tak opisać, że nabierze smaku i kolorów.

Ty zawsze byłeś. Po prostu pojawiłeś się i tak już zostało. Nikt nie pomagał wymazać mi Ciebie z pamięci albo ja raczej nie pozwalałam nikomu mi Ciebie wymazać…

… powinnam zatrzymać się przy kimś innym. Rozum wie lepiej. Ale dziś… dziś całkowicie się rozmył…

„Wciąż powtarzasz, uparcie i skrycie
Patrzysz w okno i smutek masz w oku
Przecież mnie pragniesz nad życie
Sam mi mówiłeś przeszłego roku”. / Ewa Demarczyk

* Fragmenty tekstu z inspiracji J. L. Wiśniewskiego
* Fot. Klaudia Gajkowska
Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.