Poza lasem

dzień o zapachu kawy
papier i ołówek, lekarstwo
nie ma pragnień, ale jest głód

nieostre spojrzenie
zamglone myślenie
zmęczenie
nie ma już zaskoczeń, nie będzie,
nie zdarzy się tak, nie zdarzy się inaczej

a za tym lasem, gęstwiną niedopowiedzeń, gąszczem nie do przejścia, niby dzikie zwierzę wychylasz głowę, aby nikt nie ujrzał przypadkiem Twoich łzawych, ale odważnych oczu, bo jesteś dumny i wiesz, że przeżyjesz, tacy jak Ty nigdy się nie uginają. I nigdy nie patrzą takim wzrokiem jak reszta.

dzień o zapachu kawy
papier i ołówek, lekarstwo
słowo, mające moc kojenia bez-oswojenia

„Oto – stało się. Zamknąłem wszystko inne, wytężyłem zmysły,
zapomniałem o czajniku z gotującą się wodą.
Piszę. Jeszcze muzyka…, teraz piszę.
Początki zdania przeskakują w głowie niczym slajdy w rzutniku. Co mówić?
Nie muszę przecież nikogo udawać, kłamać czy mataczyć.
Wystarczy, żebym nie zrujnował początku.

Spokojnie…, tak jak wschodzące słońce nad morzem, spokojnie.
Powoli wynurza się z wody dając szansę, abyśmy je poznali.
To musi być coś metafizycznego…
– Głupcze! Skup się. Coś inteligentnego.
Umysł powtarza zdanie, niczym w pętli. To proste zacznę nie-wprost. To klucz.

Mijają sekundy, minuty. Zmieniła się muzyka. Czajnik przestał wariować na gazie.
Przecież trzymam klucz w dłoni. Wszystko miało być od tej chwili gładkie i proste.
Nie jest…

– Pamiętaj – bądź męski.
Nie proś, nie błagaj. Wspieraj, pomagaj, ratuj – ale po swoim upadku podnoś się sam.
Stoisz przed drzwiami, wystarczy zapukać.
– Robiłeś to setki razy, zrób jeszcze raz.
– Tak, ale te setki razy do niczego nie doprowadziły.

Pewnie, codziennie setki razy ktoś puka – nie mogę pozbyć się tej myśli.
Patrząc na ścieżkę do drzwi, tak jest. Mocno wydeptana. Czuję, że ogarnia mnie
bezsens mojego działania tak, jak mrok ogarnia świat po zachodzie słońca.
Wyciągam rękę z kieszeni, ale nie po to, aby zapukać.

Zgniatam kartkę – stenogram swoich myśli. Po chwili, pięść luzuje uścisk.
Papierowa kulka upada na wycieraczkę, nim się zorientowałem – wydeptuję i ja ścieżkę.
Będąc przy furtce, przypominam sobie o kartce, została na wycieraczce. Ktoś otwiera drzwi, rozprostowuje papier i czyta.
Czuję jak każda moja myśl odczytywana jest na nowo, powtórnie.

Ona już wie, przeczytała. Wszystko wie. Stoję i czekam…”. / lb

* Fot. Monika Kamińska
Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.