(Ali)enacja – Gravity of love

W zasadzie zrobiłaś już wszystko. Mówiła to spokojnie. Podziwiałam ją. Ona była tak genialnie wyzbyta złudzeń. Tak doskonale umiała przekazać człowiekowi najgorsze informacje, unaocznić mi to, o czym nie chciałam myśleć. Śniłaś na jawie swoją absurdalną baśń. Dostaniesz kolejną dawkę i co? Poprawi to Twoje funkcjonowanie na miesiąc. Potem wszystko wróci. Miała rację. Nie uciekaj dalej, niż możesz. Tylko się zmęczysz. Powiedziała dobitnie i głośno. Pochowaj marzenia. Pochowaj swoją duszę.
Może kiedyś odważyłabym się na miłość przy otwartych drzwiach, na zmianę, na ryzyko. Może nigdy. A może pomalowałabym usta na kolor rażącej fuksji lub bieliźnianego bladego różu i udała, że nie jestem jedną z tych, co to – jak nikomu niepotrzebny produkt – są pomijane. I, że mam fajne jeansy, i jeszcze lepszą figurę, i że co jakiś czas nachodzi mnie weryfikacja poglądów na tematy życiowe… Są we mnie sprzeczności, których nie zmienię, a które świat nieubłaganie uwydatnia. Niechcący uwierzyłam, że znieść można sporo, a osiągnąć jeszcze więcej… Przystanek – ja, spisane myśli, toń. Poziom, z którego nie da się spaść niżej. Dalej jest już tylko piekło lub co najmniej bruk.
Niszcząc demony możesz zniszczyć anioły. Gdy zobaczy się coś takiego w oczach, co nie pozwala ufać, robi się cholernie przykro. Oczy, którym nie można zaufać.
Niektórzy potrafią rozsiewać wokół siebie nieszczęście, bo sami nic innego nie odczuwają. Manipulują ludźmi, bo nie umieją znieść żadnego związku międzyludzkiego. Szukają tylko tych, co mają im to ułatwić. A co jeśli choć raz uwrażliwiliby się w tej swojej niszczycielskiej skorupie?
„Dziś miłość zamyka się pod twardym kloszem wspomnień, w momencie kulminacji emocji, czyniąc ją w swoim chorym mniemaniu, nieśmiertelną. Pragnie się zatrzymać piękno w bezruchu i dlatego stoi się nad przepaścią obłędu. Ponosi się klęskę za klęską, gdyż jak bumerang wraca to, czego chce się uniknąć – w postaci kolejnej miłości, którą, tak jak poprzednie, będzie trzeba zabić. Miłość dla wielu, to często transcendentalne irracjonalne doznanie, które jest już samo w sobie niebezpieczną namiętnością. Próbuje się cały czas kontrolować swoje uczucia, a miłość wybija z samokontroli jak żadne inne przeżycie. Wybiera się takich partnerów, których można całkowicie sobie podporządkować, aby nie wybili oni ze skrajnego przecież introwertyzmu wybierających. Oni mają być jak naoliwione trybiki, w szwajcarskim zegarku. Patriarchalno-wertykalna hierarchia, w której jest się młotem, a partner kowadłem. Kochać boginie, a uprawiać seks ze służącymi. Gonić za tą boginią, którą można byłoby posiąść to tylko marzenie. Bo to w końcu zabija, kiedy chodzi się tak i nie znajduje. Niby jako ostoja siły i honoru, nie dopuszcza się do swojego nieba niepożądanych treści i osób, którymi się gardzi. Tworzy się marmurową, posagową budowlę, swoiste mauzoleum, podparte na czterech rachitycznych palikach, które w momencie pojawienia się kogoś „żywego” delikatnie mogą się zakolebać. Bo ten ktoś może obalić te sztywne reguły, pryncypia, despotyczne argumenty, których trzymają się rozpaczliwie ci nieżywi, jak tonący brzytwy. I w końcu ten ktoś jawi się jako najwyższe zagrożenie, które może spowodować upadek tej pięknej, stabilnej budowli. Staje się cieniem, z którym trzeba się skonfrontować. Formą zmaterializowanej idei, z którą należy się zasymilować” („MagniWorld”). Unaocznia płytkość takiego świata… Po tym może tylko uciec. Dlatego dziś uciekam w toń. Tonę już z pełną świadomością.
Siedząca przy stoliku była dziewczyną inteligentną. Dla niej jednak nie było już ratunku.
– Czego Ty chcesz? – zapytał mnie, gdy piłam herbatę.
– Ooo, przyszedłeś do mnie w końcu. Dawno Cię nie widziałam. Chcę lekarstwa.
– A sama już straciłaś moce? Może zastosowałaś zbyt agresywne leczenie.
– Może.
– Mówiłaś też o zbawianiu. Ja nie mogę Ci tego ułatwić.
– Na jedno wychodzi.
– Słuchaj co Ci poradzę, musisz uwieść go z bożą pomocą, a później uświadomić z diabelską.
– Cyganić tak po prostu? To każda potrafi i bez studiów aktorskich, rodzimy się z talentem do kiwania i ogłupiania mężczyzn.
– Więc poradzisz sobie.
– Wiesz co, słowa Twoje są dzieckiem rozpaczy i wściekłości.
– I tak Cię dogonię.
– Nie dogonisz. Mnie już nie ma, od dawna. Rytm serca bije, ale mnie już przecież nie ma. Więc przestań już ze mną dyskutować.
– Oddałaś dziś swoje ostatnie, jeszcze nie odczuwalne, ale jednak szczęście.
– Tak. I to jest już prawdziwy koniec.
– Przetrenowałaś się, dziecinko, jak rasowa romantyczka. A świat nie znosi sentymentów. „Niezłomny żywot bez kompromisów ze złem prowadzi do obłędu lub do potwornego osamotnienia” („MagniWorld”).
– Coś takiego… wstałam od stolika, skierowałam się ku wyjściu i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Idź do diabła – zripostowałam.

„Obróć się/ I poczuj, czego nie widzisz/ Zamknij oczy/ To takie czyste/ Tu jest lustro/ Za nim znajduje się zasłona/ I na skrzydłach możesz dostać się tam/ Nie zastanawiaj się dwa razy…/ Zanim wsłuchasz się w swoje serce/ Podążaj śladem przypadkowej gwiazdy/ To, czego potrzebujesz/ I wszystko to, co czujesz/ Jest tylko pytaniem dnia/ W oku burzy/ Możesz zobaczyć samotną gołębicę!/ Doświadczenie ocalenia/ Jest kluczem do powagi miłości/ Czas pomyśleć o tym
To szansa, by żyć swoim życiem/ I odkryć czym to jest…/ To powaga miłości/ Nie chciej być tylko słyszanym/ Czy potrafisz usłyszeć głos/ Odnajdź jeden, który będzie Cię prowadził/ Aż do granic Twoich wyborów/ Ale, jeśli jesteś w oku burzy/ Myśl tylko o samotnej gołębicy/ Doświadczeniu ocalenia/ To klucz do powagi miłości” Enigma „Gravity Of Love”

* Cytaty: „MagniWorld”, Enigma „Gravity Of Love”
* Fot. Robert Górka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.