Cienka czerwona linia

…A kiedy walczysz z całych mocy, i wiesz, że bliskim jesteś sukcesu, krzyżują się drogi Twojego wysiłku, zostajesz bez sił, bez ducha, bez dechu …
Dumne serce jest wynikiem zasad, a intelekt, to broń, którą można unaocznić wady każdego.
„Ludzie z Nieba przesłali wiadomość. Że wolno im brać to, co zapragną. I nikt ich nie powstrzyma. Ale my mieliśmy na to odpowiedzieć: Że nie mogą brać tego, co chcą. I, że to jest nasza ziemia… Dziś jednak już wiem, że oni nie oddadzą swojego domu. Nie pójdą na żaden układ. Za co? Za jasne piwo? I niebieskie jeansy?” („Avatar”). Za co? Za ofiarowanie bliskości? Za prawdę? Nie. Nie mamy nic, czego by chcieli.

Jestem jak elf przestrzeni i blasków,
Który wyzywa burze, drwi z strzałów i sidła,
Lecz na ziemię wygnany wśród szyderstw i wrzasków
Nie może już chodzić, bo mu zawadą są – skrzydła…

Byłam wojownikiem, który śnił, że może przynieść pokój. Ale prędzej czy później, trzeba się obudzić… Jestem jedną z osób, która widząc przed sobą dwoje drzwi, a nad nimi napisy: „Drzwi do nieba” i „Drzwi na wykłady o niebie”, kieruję się do tych drugich. Nigdy nie rosłam nisko przy ziemi. Była albo euforia albo cierpienie. Jestem perfekcjonistką, żadnych półśrodków. Przegrywałam wygrane, które mi nie starczały. Definiowałam każdy mrok i każde złudne szczęście. W samotności dostrzegłam jeszcze wiele rzeczy wyraźniej. Bo kiedy świat obok śpi, myśli, percepcja, wrażliwość sięgają głębiej niż większość ludzi ma pojęcie („MagniWorld”).

Nigdy nie szukałam mężczyźniątek, a zawsze wojowników.
Nigdy nie nadużywałam słowa kocham, choć dziś kocha się wszystko, bo to modne.
Od zawsze czułam niepokój, nie zagrożenie, ale niepokój. Nawet, gdy spoczywałam nocą, targała mną jakaś taka dziwna emocja, a dziś wszyscy uważają, że spokój można przywołać w szybki sposób.
Dla mnie morze zawsze było przezroczyste, a iluzję koloru niebieskiego tworzyło odbicie od nieba.
Nigdy nie miałam na twarzy pełnego szczęścia, a mimo to zarysowany obraz kompletnego iddylizmu, jak mała dziewczynka gasząca świeczki na urodzinowym torcie i to wystarczyło, by czynić mnie spełnioną, tak jak krótkie chwile radości.
Wolałam mózg od wywalonych cycków i bystre spojrzenie od braku w nim jakiejkolwiek emocji.
Mój wdzięk zastępował mi nierzadko pewność.
A wszystko, czego szukałam, czego oczekiwałam od świata, na co mogłam się zgodzić i co czyniło mnie uśmiechniętą, programowała moja wrażliwość…

Nawet jeśli chwilami uciążliwa, dała mi też wiele możliwości. Niebanalność i niebanalne role, które tkałam. Nazywana tak samo Elfem i ludzkim Diamentem, co Niewolnicą melancholijnych myśli i Podróbką złota. Mniejsza z tym. Każdy widział to inaczej. Jedno jest pewne – serca z żelaza znaczą tyle samo co z kartonu – muszą bić, różnica jest jednak dostrzegalna – te pierwsze biją z pasją, z czymś, co w życiu najważniejsze, a cóż… jak to bywa z żelazem i jego echo może być przerażające.
Domalowuję usta, dopijam kawę, nie usłyszałam dziś głosu, nie było dźwięku telefonu. Nie ma już euforii z nadziei. Owszem, małe znaki, że coś czuję, coś widzę, coś jest. Ale ja tego już nie mogę dostrzec, dotknąć, chłonąć. Zabroniło mi coś z zewnątrz, co musiałam przeżyć. Ostatnio nie mogę nawet wybaczyć. Ostatnio dzieją się ze mną dziwne rzeczy. Ola, Oleńka, Oluś wracaj… a ja uciekam coraz dalej, coraz szybciej, coraz pewniej. Uciekam tam, gdzie nie poczuję już nigdy bólu, nie popłyną łzy, nie będzie głuchych uderzeń… Uciekam do Niego, do Jego autobusu. Chcę wsiąść razem z Nim, chcę, żeby nauczył mnie jeździć w nowym świecie, jak kiedyś, rozpoznawać znaki, odnaleźć dobre drogi i omijać te wyboiste. Potrafił to jak nikt inny.
Ja: Jesteś martwy. Dlaczego umarłeś?
On: Każdy umrze.
Ja: Czy ja jestem martwa?
On: Jeszcze nie.
Ja: Ale czemu akurat Ty zniknąłeś?
On: „Życie nigdy nie było sprawiedliwe. Samotni, stroniący od ludzi, nałogowcy powinni ginąć w wypadkach autobusów, a młode, zakochane osoby, które są wyrywane z łóżka w środku nocy, powinny wychodzić z nich cało”. („Dr House”) Zrozumiałaś?
Ja: Tak, ale chcę tutaj zostać.
On: Wysiądź z autobusu.
Ja: Nie mogę.
On: Dlaczego?
Ja: Ponieważ… Ponieważ tu mnie nie boli. Ja nie… Ja nie chcę czuć bólu. Nie chcę być nieszczęśliwa. I nie wiem, czy umiem nienawidzić.
On: Cóż, nie zawsze możesz dostać to, czego chcesz. Musisz nienawidzić.
Ja: I tak już na zawsze?
On: Wytrzymaj jeszcze, choć jedną chwilę… Jeśli opadniesz z sił, przyjdź do mnie ponownie. Bo przyjść możesz zawsze.
Ja: Ale ja tęsknię, tak bardzo tęsknię o każdej porze. Na chwilę to za mało.
On: Musisz wysiąść… Już czas.
Dziś tak bardzo chcę ponownie dogonić ten autobus, nie wiem, żeby tylko odpocząć… nie potrafię tutaj żyć… autobus ofiaruje mi namiastkę innego życia… Moja baśń, którą śniłam, moja tęsknota za dobrym… Podeptano to tak zwyczajnie… Od dawna nie ma ze mną Wojownika, bo został w autobusie, więc musiałam radzić sobie sama… Porwałam się na to, by wyczarować upragnioną część dla siebie… małą… malutką…. Mówił, że nie dam rady, żeby nie próbować. Ale ja zawsze byłam ambitna, zawsze wierzyłam w coś lepszego. Nie udało się. Dostałam śmiertelne ciosy… Prosto w serce. Przestało bić. To koniec. Nie mam skrzydeł, nie mam już się czym bronić. Czas się obrócić… Cienka czerwona linia jest ciągła. Bez misji, bez skrzydeł, bez dechu – dziki płacz.

Czy można być gotowym na dobrowolne oddanie szczęścia…? A jeśli tak, jak sobie z tym radzić?

* Cytaty i inspiracje: filmy „Avatar”, „Dr House”
* Fot. Dariusz Banasik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.