Inny świat – Mgła (moce Elfa)

Jest noc, usiadłam, żeby spisać pewną historię. Kolejną. Następną. Obserwowałam długo, chcąc dojrzeć szczegóły, niełatwo było uchwycić wszystko, co zauważyłam.

Wyszła ze szpitala. Szpital był trudny, tak jak skomplikowane i trudne są jej sprawy. Tak, jak skomplikowane i trudne były jej relacje i związki z innymi.
Miała „przyjaciela”, a raczej niewidzialnego ducha, ale on chciał być ciągle zły. Dobrem więc to zło zwyciężała. Niemniej i jego słowa zawsze miały swój logiczny sens. Taki, że ona sama często wstydziła się potem, gdy uświadamiał jej, dość drastycznie, jej nieprzystosowanie. Wstydziła się tak, jak ta Ania z Zielonego Wzgórza. Od zawsze zresztą wstydziła się swoich błędnych decyzji, źle rozpoznanych emocji, siniaków na duszy.
I stąd też zawsze wybierała podświadomie ludzi bardzo silnych obok. Takich, przy których będzie słabsza, ale też takich, którzy będą uczyć ją siły i hartowania do wyprostowania. Niejednokrotnie jednak okazywało się, że to ona ostatecznie musiała być od nich o wiele silniejsza.
On też od zawsze widział w niej bardziej słabą istotę. Być może chciał swoimi słowami dawać jej siłę. Nie lubił jednak, gdy wojowała, ale będąc sama, nikt za nią tego nie mógł uczynić. Poza tym ona wojowała od zawsze. O dobre uczucia i o momenty ukojenia.
Powiedział jej, że chciałby, by była szczęśliwa, ale ona bardziej pragnęła być dziś już tylko spokojna. Nic w tym złego – chwilowe zapomnienie o walce, zatrzymanie się, złożenie broni.
Bo była już zmęczona. Po prostu zmęczona. Jemu powiedziała o tym bez udawania, jako Elf. Swoimi różnymi postaciami też bywała zmęczona. Już dawno temu postanowiła uwolnić się z więzów i stać się kobietą odporną. Wyszło jak wyszło. Nijak. Ani dobrze ani źle. Chciała się ratować, ale nie przewidziała, że sił może nie wystarczyć. Zwyczajnie. Może dlatego drugi człowiek przy niej znaczył jedno – wsparcie w chwilach nie do zniesienia.
Choć postaciami obok też bywała udręczona. Bo ludzie często nie wiedzieli, czego pragną do końca. A ona nie akceptowała kłamstwa, ale nie mogła się także domyślić wszystkiego. Poza tym, doskonale wiedziała, czego oczekuje od życia, aż za bardzo. I dlatego przyszedł w końcu moment, w którym chciała dać się oswoić. Nie można bronić się przed tym całe życie. W przeciwieństwie do niego, nie chciała się przed tym bronić. Ale to nie był oprawca. Nie dałaby się oswoić oprawcy. Poza tym oprawca nie płacze, radzi sobie z największymi nałogami, nie gładzi lekką dłonią. Tylko jedno w tym wszystkim bywało tragiczne – „nie-oprawca” nie brał nigdy odpowiedzialności za swoje czyny, bo uważał, że przeszłość go rozgrzesza. Ukrywał ją ze strachu, ale ten strach okazywał się tak ogromny, że nie dopuszczał już powrotu do dobrych emocji, pomimo jego świadomości, pomimo inteligencji, pomimo doświadczeń.
Może dlatego tak wiele osób dziwił fakt, że nie chciała ukrywać niczego. A przynajmniej tego, co było w niej niedoskonałe. Od zawsze pragnęła być naturalna, czysta, dziewczęca. Nie potrafiłaby żyć, udając i nie mówiąc o demonach przeszłości. To by ją zmęczyło i wykończyło, tak, jak przerasta owych „nie-oprawców”. Może to też była jej tak silna inność wobec świata, że przez to nieakceptowalna. Nigdy nie oczekiwała jednak recepty na życie.
Niemniej jej wysiłek był nieadekwatny do tego, co inny mogli jej dawać. Dlatego się spalała, dlatego miewała żal, dlatego bolało ją bardziej, gdy ktoś był blisko, a zapominał. Nieświadome mechanizmy, a może świadome, niedopuszczone. O nich też wstyd było mówić. W końcu bycie w potrzasku męczy.
Miała dziś szybkie jedno marzenie. Takie marzenie, by zanurzyć się w ciepłej wodzie, poczuć promienie słońca i zwrócić twarz ku niebu.
Ostatnio bowiem pogubiła się, zerwano wszystkie nici, których się trzymała w labiryncie. Na wiele rzeczy nie miała wpływu, podcięto jej skrzydła w najmniej oczekiwanym momencie, na wielu płaszczyznach, dlatego trudno jej było znieść ogrom i nagłość tych sytuacji. Była zagubiona pomiędzy tym, co jest teraz, a tym, czego pragnęła. Ale nigdy nie szukała poprawności – ona niczego jej przecież nie nauczyła.
Zdaje się, że oboje – ona i jej duch byli bardzo podobni, oprócz tego, że on był niezwykle silny, i nawet, jeśli cierpiał, robił to w samotności.
Tak naprawdę, zdawała sobie, często aż za bardzo, sprawę z tego, że tylko dzięki pasjom, dobrym emocjom, właściwym, ale ulotnym chwilom funkcjonuje dalej. Niemniej istniało niebezpieczeństwo, że gdy złe momenty przerastały te dobre, ucieczka była niezbędna.
I wiele razy miały miejsce takie momenty jej ucieczki, w tę głębię, w której tonęła, bo nie każdy musi mieć zapas sił. Złamała się. Widocznie zbyt często chroniła „nie-oprawców”, zbyt długo się wstydziła, zbyt naiwnie wierzyła w dobro, zbyt dużo stało się przez ten ostatni czas. Nie wszystko była w stanie w sobie przełamać. Może dlatego szukała zawsze podwójnej siły i takiej dawki uderzenia, by w końcu zburzyć pewne wspomnienia i swoje ograniczenia. I taka była właśnie jej racja bytu. Ta piekielna wrażliwość, widzenie zbyt wielu szczegółów, czułość w nieczułości świata, niepewność wśród jego pewności, lęk przed absurdem istnienia i potrzeba oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi. I w tej kwestii było to nieprzystosowanie, ale nie mogła przecież kłócić się z częścią własnej duszy.
Dziękowała mu zawsze za chęć wyczarowania dla niej szczęścia. To jedna z rzeczy, których nie potrafił. Choć może dlatego, dzięki temu, istniało to, o czym kiedyś sam powiedział „Będę Cię obserwował”. Więc z drugiej strony, to lepiej, że już nie czarował.
Tyle tylko, że obserwując ją, powinien pamiętać, że istnieje prawdopodobieństwo, że dowie się o niej rzeczy, które mogą być dobre, złe, przykre, smutne, wesołe, różne, że może płakać równie mocno, tak jak i może uśmiechać się w chwilach ukojenia, że może to wszystko czynić, bo jej serce odczuwa świat podwójnie mocno i widzi podwójnie inaczej, że nie znalazła jeszcze dla siebie żadnej przystani, że z nią może być na dobre, na niedobre i na litość boską.
Wyszła w końcu ze szpitala… i miało zaświecić słońce. Miało, miało, miało… Tymczasem jej oczy zaszły mgłą. Wiedziała, że musi przekroczyć drzwi piekła. W głowie nie było już ciągłej myśli o tym, że piekło jest dla bohaterów. Nie chciała być już bohaterką. Była zmęczona.

Zamykam oczy. Nie napiszę nic więcej. Dojrzałam tyle, ile dojrzeć powinnam. Reszta musiała zostać jej tajemnicą. Tajemnic się nie zdradza. Pomimo tego, że chciałabym powiedzieć wszystko i patrząc na twarz słuchaczy poczuć i zobaczyć bezpieczeństwo. A nie widziałam tego nigdy w nich, nawet w tych najlepszych…

Przedwczoraj drżała, pełna ognia,
Wczoraj czuwała płacząc do dnia,
A dzisiaj serce ma nad ranem…
Łączyła kres swój i początek
Zbielonym stosem skrzydeł,
Mdlejących przez śmiertelną krzywdę…
Jakby bogini bez sumienia,
której pustota świat oniemia,
Strzępiła blade nitki szarpi
z życia, tej cennej, krótkiej szarfy… (z inspiracji – Halina Poświatowska)

* Stał obok i krzyczał,
krzyczał do niej, na nią, na siebie
nie rozumiała, po co to robi,
więc milczała
zamknęła drzwi za sobą
Nie wierzył w nią nigdy, nie potrafił
codziennie kazał jej być silną
Wyprostuj się ! – krzyczały jego oczy
taką ją chciał i taką sobie wymyślił,
a potem sam wpadł w jej skrzydła
złością nasycony, ból przełykając
z tak silnego, dzieckiem się stając.
** Słuchał jej, jak mówiła szeptem, słuchał jej uważnie
Obserwował z daleka,
lecz pojawiał się każdego dnia, miesiąca, roku
nie godząc się, że nie będzie już jego
duszy jej pragnął wciąż więcej i więcej
choć zmazał fotografie, zniszczył jej zapach
nigdy zapomnieć nie mógł, nie chciał…
*** Nie spotkał dotychczas kobiety, która miałaby w sobie tyle ciepła, co ona.
„You complete me” – powiedział niespodziewanie pewnego dnia. Ale to wszystko było takie magiczne, dlatego, bo nienamacalne. Nienamacalne było też sumienie, którym się ostatecznie stawała, a które się tam budziło…

Ach, niedługo jeszcze poleżę
w szklanej wodzie, w sieci wodorostów,
i w końcu wreszcie uwierzę,
żem Elfem się stała po prostu.  (z inspiracji – Halina Poświatowska)

* Inspiracja: Halina Poświatowska
* Fot. Kamila Markiewicz-Lubańska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.