Oczekiwanie

„Siedziała jak osoba czekająca na kogoś, kto może lada chwila nadejść. Siedziała smutna, jak ktoś, kto czeka na tę chwilę od dawna, od samego urodzenia albo i wcześniej; być może nawet wcześniej niż od dnia narodzin oczekiwanej osoby”. Gabriel García Márquez

Zawsze sądziłam, że jeśli człowiek jest świadomy swoich wyborów, to potrafi podejmować decyzję. Myliłam się. Zresztą ostatnio myliłam się też w paru innych kwestiach. Ale dziś nie o tym.

Każdego dnia czekamy. Każdy dzień może sprawić, że to, co wydawało się pewne, za chwilę stanie się chwiejne. A to, co było chwiejne, wyprostuje się.
Każdego dnia spotykamy też nowych ludzi. Jednych odrzucamy od razu, przy innych się zatrzymujemy. Nie wiem, kto wymyślił całą tę umiejętność dopasowywania się jednostek do siebie, ale z pewnością to mu się udało. Połączenia dusz i brak porozumienia są dostrzegalne przy większości okazji. To z pozoru proste – przyjaźnimy się z tymi, którzy z nami harmonizują, odrzucamy intruzów, żyjemy z całą resztą.
Co jednak dzieje się wtedy, kiedy, choć ktoś z nami harmonizuje, zły los czy inny czort sprawia, że jednak nasze drogi się rozchodzą? Nie wiem, czy to kwestia chcenia lub niechcenia którejś ze stron. Bo na przykład chciałabym, żeby pewne osoby do mnie powróciły, właściwie to jedna konkretna osoba. Myślę, że ona też by tego chciała, ale to nic nie zmienia. Ta istota nie wróci. Bo ktoś lub coś jej nie pozwala. Mniejsza z tym.
Co jednak dzieje się wtedy, kiedy niechciane osoby pojawiają się nagle i zostają? I tworzą zły bieg zdarzeń. Zamieniają czyjąś bliskość w emocjonalne zagubienie. Bo na przykład chciałabym, aby pewne osoby odeszły z mojego życia, właściwie to jedna konkretna osoba. Na zawsze. Fizycznie. Mentalnie mi nie nie zagraża. Żeby odeszła z mojego pola widzenia i oddaliła się na tyle, abym nie musiała już jej oglądać. Ale ona nie odejdzie. Bo ktoś lub coś godzi się na nią.
Rzadko się mylę, jeśli chodzi o ludzi. Pomyliłam się w tym roku tylko co do jednego człowieka, na kilkanaście dusz poznanych bliżej. To nie był nikt nader ważny, więc tym bardziej, wynik jest zadowalający, ale dla mnie jednak, o tę jedną jednostkę, i tak za duży.
Nie szukam już bliskości z nikim nowym, bo dziś coraz trudniej taką znaleźć. Wystarczą mi te osoby, które spotkałam i które się sprawdziły. W każdej sytuacji. U mnie muszą się sprawdzić. W końcu do tego dojrzałam. Na szczęście i w porę.
Zaczęłam też trochę wracać do dawnych istot. Dobrych. Przy których emocje zostały właściwie rozłożone. Przypomniałam sobie, że jest mi z nimi dobrze. I że w ich sercach jest dużo miejsca dla mojej osoby.
Można mnie czasem jeszcze zaskoczyć. Ale oswoić ponownie już nie, jeśli ktoś mający znów mnie oswajać, wcześniej zawiódł. Wymykałam się wiele razy spod takich ciemnych skrzydeł. Drugi, trzeci, czwarty. Dlatego limit został już dawno wyczerpany. Może jest coś w tym dramatycznego, i może nawet ci, co poznali mnie bardzo dobrze wiedzą, że przecież taka nie jestem. Tylko jaka – ja byłam, jestem, będę w oczach innych? Naiwna, szukająca dobra, podatna na czyjeś kłamstwa. Z misją. Z pasją. Z wiarą. Przestałam analizować czyjeś myśli.

Często mam ten sam sen. Nie pamiętam szczegółów. Zresztą nie są tu aż tak istotne. Historia ta zawsze zaczyna się w pociągu, w którym jadę, co tchu, do innej krainy. A potem pojawiają się dwie osoby naprzeciwko siebie – tęskniące do swoich światów, walczące, tylko inną bronią. Brak równowagi więc robi swoje. W tym śnie, zawsze zdaję sobie sprawę z tego, że za chwilę i tak będę musiała stamtąd odejść, że czas podjąć decyzję. Powrót do domu jednak nigdy mi się jeszcze nie przyśnił. Nie znam zakończenia tego snu. To zakończenie sama musiałam sobie wymyślić. Już w rzeczywistości.
– „Wiesz, dlaczego człowiek przecina linę, na której wisi z drugą osobą? Nie, nie dlatego, że chce się ratować, lecz dlatego, że chce tą drugą osobę zabić. Rozumiem kataklizmy, sam je wywoływałem, ale nie zgadzam się z tym, aby traktować burzę pogardliwie” (Magni).
– Uspokój się, usiądź (bo nie chcę Ci złamać serca). Każdy kataklizm czegoś nas uczy. Lubię burzę (wtedy wiem, że Aniołowie grają w kręgle i mają w końcu rozrywkę dla siebie), tylko widzisz, jak już się mocno zmoczę i przestraszę tego „Złego” pioruna, to wracam do domu, „dziewczęńska” w końcu jestem, nie mów tylko, że tego nie pamiętasz ? Aha i nadal mieszkam przy ulicy na literę A… To tak na wypadek, gdybyś o tym też zapomniał… Odeszłam z Twojej przestrzeni, bynajmniej nie z pogardy. Z braku pomysłu na ciąg dalszy. Definicji tej relacji. A najbardziej z obawy, że przyjdzie kiedyś taki moment, w którym będę musiała uznać Cię za Kłusownika, a nie Łowcę, będąc nadal na pozycji Elfa, złowionego przez Ciebie. Ty wiesz, że nie umiałabym patrzeć na taki świat, bez nieba.
– „Ja nigdy nie zapominam. Pogrzebuję, ale nie zapominam… Dziś nie śnię o kobietach, śnię o jaszczurkach, które ganiam na przemian, po tym, jak one ganiają mnie. Kiedyś podczas jakiejś wichrowej nocy wyciąłem w sobie umiejętność fantazji i marzeń sennych. One wcale nie pomagały, czyniły słabszym. Nie słabym, ale słabszym, a to, o czym doskonale wiesz, nie pasowało do modelu mojej rzeczywistości… Śpiąca królewna też się budzi i jest tylko człowiekiem. Ciężko marzyć o ludziach. Wolę marzyć o innych światach i to jest moja wyspa, każdy jej potrzebuje, o czym wiesz tak samo dobrze jak ja”.
– Widzisz, ja nie chcę być pogrzebana, na tym etapie życia. A jeśli już ktoś to zrobi, nie chcę też kwiatów, stawianych mi na pomniku. Bo jak patrzę, kiedy więdną, to bardziej się smucę… Ciebie nie można sobie zaplanować, żeby mieć pewną pewność. Wynika to z wielu względów, między innymi z bardzo wielu postaci, w które się wcielasz. Ale w pewnym momencie można zacząć to doskonale rozumieć. Myślę, że wiele razy wiedziałeś, że możesz dostać od kogoś same czyste emocje, krystaliczne i dobre, wiedziałeś wówczas, że możesz poczuć się bezpiecznie i mieć spokojne życie. Trochę z tym igrałeś, trochę Cię to bawiło, a czasami też trochę tego chciałeś. Jednak ostatecznie zdecydowałeś się na inne życie. A czyniąc to, można się spodziewać, że świat wokół też jakoś  zareaguje na Twój wybór. Stracone szanse, tęsknota za dobrym, cierpienie wewnętrzne zawsze bolą, choć mówią, że nie warto niczego żałować. Jakkolwiek można to jeszcze nazywać, w naszym życiu, jak sam wiesz, czasami pojawiają się istoty „na zawsze”. Bez względu na to, czy się je zabije, czy nie. Jak już nastąpi to pierwsze, to pojawia się coś o wiele trudniejszego. Trzeba wymyślić sobie sposób, jak je zapomnieć. A jeśli to się nie udaje, dopada nas chaos myśli i doszukiwanie się przyczyn. Nie musisz śnić o kobietach, bo na jawie masz ich po dostatkiem. Chwilowe potrzeby możesz zaspakajać, mocniejsze potrzeby zwykle pogrzebujesz. Nie walcz też z tymi wszystkimi jaszczurkami. Zawsze uznawałeś, że jeśli dasz z siebie wszystko, to Cię zapamiętają, jako bohatera. A czasem jest coś, co walki wcale nie wymaga. Tylko innego rozwiązania. Owszem istnieje tu ogromne ryzyko – taki wybór walki, niewalki może stać się albo utrapieniem albo ulgą. Czasem nawet kończy się ucieczką. Tego jednak nie można przewidzieć… Pewnie czasami trochę tęsknisz i dlatego też przyszedłeś. Tęskni się za tym, co było bliskie i prawdziwe. Ale nie bój się tych wszystkich emocji. Są naturalne i ludzkie. Tak właśnie czuje człowiek. Tylko człowiek.
Przez chwilę znowu byliśmy sobie równi. Dotyk zza światów zadziałał. Ale czas rzeczywisty powrócił.

Zorientowałam się całkiem niedawno, że ciągle marzę. I marzę dużo. Kiedyś już prawie się tego pozbyłam, ale na szczęście odzyskałam tę zdolność. Marzenia są jak tajemnice, więc ich nie zdradzę. Choć wolałabym je opisać. Tak jakoś działo się w moim życiu, że wiele z tego, co sobie wyśniłam, miało miejsce. Ale wiele też nie. Ostatnio ktoś zapytał mnie o to, jaką mam alternatywę na wypadek, gdyby któreś z moich pragnień miało się nie ziścić. Właściwie nigdy nie biorę pod uwagę takiej alternatywy, bo zawsze wierzyłam w magię sekretu, modlitwy, ambicji i tego, że jeśli czegoś się bardzo chce, to tak się dzieje. Raz czy dwa razy to się nie udało, ale w końcu dziesiątki razy stawało się odwrotnie. A to, co się nie udało, po pewnym czasie, i tak dawało mi odpowiednią przyczynę tego stanu rzeczy. Nie wszyscy rozumieją nasze marzenia. Ale nikt nie może ich kogoś pozbawiać. Nawet ludzie bliscy, obok nas.

LUKASZSOWA.COM STUDIO@LUKASZSOWA.COMA ja, nie to, żeby im zrobić na złość, ale ostatnio spełniłam część moich pragnień. I dlatego śmiałam marzyć więcej. Być może jest jakiś limit na marzenia, i dziś na przykład mogłam go już wyczerpać. Nie wiem.
Dziś też, o czym już mówiłam, nie spotykam istot „na zawsze”. Nikt nie chce być „na zawsze”. Bo to zwykle wymaga odwagi. Spotykam za to ludzi „nikt”. Ludzi, którzy myślą, że jak wchodzą w czyjeś życie i skrajnie je zmieniają, od razu, od momentu, kiedy się ich poznaje, to zostaną przyjęci z otwartymi rękami. Ludzie myślą, że można mieć wszystko od razu. Skrajna głupota. Od zawsze wyznawałam zasadę, że trzeba sobie zasłużyć, żeby zacząć żądać.
Myślę, że muszę zacząć sobie z nimi radzić. Jednak nie wszystko można ot tak wyeliminować. Na niektóre „niezrozumienia” tego świata trzeba się zgodzić. To jednak niesie ze sobą ogromne zagrożenie. Rosnące niezadowolenie.

Są też takie miejsca, gdzie człowiek przestaje być zagrożony, chociaż wokół są sami nowi ludzie. Na koniec będzie więc o wyspie, na której wylądowałam jakiś czas temu. Lot nie był długi, a zobaczyłam więcej niż myślałam. Nikt mnie tam nie znał, i co lepsze nikt nie mógł mnie w żaden sposób ocenić. Dlatego w ludzkich nawet twarzach dostrzegałam prawdę i ciepło. I emocje, które być powinny. To była chwila, która mnie zatrzymała, tak, jakby ktoś przeniósł mnie w inny wymiar. Myślę, że wiem, kto to zrobił i kto chciał dać mi ten oddech dla duszy, chwilę namysłu, duchową transformację.

Niedawno musiałam podjąć kilka nowych decyzji. Właściwie to były tylko próby decyzji, by przybliżyć się do tej najważniejszej. Próbowałam walczyć z przeczuciem. To była wyczerpująca walka. I reagowałam na to bardzo różnie. Czasem wracałam do punktu, od którego zaczęłam, a czasem robiłam krok do przodu. Jestem wobec siebie bardzo surowa. Wymagam tyle samo od każdego kawałka swojego ciała. Nie ma taryfy ulgowej. Mój mózg nigdy nie odpoczywa. Dlatego też tak dużo wymagam od innych.

Czy można tak łatwo zgodzić się na jedno, na wystarczająco dużo, a jednak za mało? Trudno też być szczęśliwym, kiedy nie ma się marzeń i planów. Wiem jednak, że los nie zawsze ma ochotę wskazywać nam odpowiednią drogę. Los wymaga decyzji od nas. Konkretnej i jedynej. Bez względu na to, czy ma być to powrót do piekła czy niebo bez gwiazd. Historia musi się toczyć swoim rytmem, a ja muszę się w niej odnaleźć. Gdzieś, pośród tego jest ciągła gonitwa różnych emocji. A to już o krok do… błądzenia, ale to jeszcze nie to. Wywalczyłam sobie w tym wszystkim przestrzeń. Przestrzeń tymczasową, na ten moment jednak niezbędną. Przestrzeń oczekiwania.

* Cytaty: Gabriel García Márquez, Magni
* Fot. Łukasz Sowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.