* PAMIĘTAJ, ŻE PAMIĘTAM (bliski dzień)

„Serce, choć miękkie, to z żelaza i bije z pasją, ale jak to bywa z żelazem i echo jest przerażające. Po nocach upadam i znowu się podnoszę” („MagniWorld”). W nocy, przed snem płaczę, bo wiem, że w dzień łzy muszą być niewidzialne. Nie mogę zasnąć. Wracają obrazy, wracają myśli, wracają emocje. To jakiś koszmar. W końcu jednak zasypiam, gdyż inaczej mój mózg zwyczajnie przegrzałby się. Ciało w zmęczeniu słania się i zamyka oczy, mózg się nie wyłączy przecież sam, a łatwo można go spalić.

Spojrzałam w ciemność, serce mi dudniło, była trzecia w nocy. W półśnie człowiek funkcjonuje na innych falach. A ja już dawno przekonałam się, że mój mózg jest błyskotliwszy niż w dzień. Dudnienie serca całą noc, przegrzewający się mózg i dreszcz o poranku nie prowadzą jednak we właściwym kierunku. Przetarłam dłońmi oczy, jedynie one zdradzały potworne wycieńczenie. Zaczęłam szukać myślami czegoś, co spowolni mój mózg. Milion myśli zamienić w jedną prymitywną. Spojrzałam w lustro. Nie zobaczyłam nic.

Oprócz tego, że jestem kobietą, często jeszcze bywam dziewczynką. Wtedy właśnie macham nogami niczym na osiedlowej huśtawce. Zadzieram głowę, mówię słodko, i bawię się włosami. W moim wnętrzu nierzadko jednak widzę płynące złowieszcze chmury. Często jestem gdzieś bardzo daleko, w swojej przestrzeni. Wymagam, abyśmy byli ludźmi bez względu na fakt, w jakiego boga wierzymy.

Oczekiwałam tego od innych i nienawidziłam, gdy udowadniano, że nie umiemy być dobrymi istotami. „Nie ma dumnych wojowników, zabijających dostojnego jelenia tylko dla pożywienia, są podli szubrawcy goniący stado bizonów dla sportu i zabawy. Są wypacykowane jednostki, mające się za hardych, bo wycieńczają ogłupiałego byka na arenie i go zabijają. I są wiwatujący na jego śmierć. I w którym z tych miejsc stajemy się ludźmi?

Jestem dramatyczną siłą natury. Gatunek, który ma się za nadrzędny powinien posiadać najważniejsze umiejętności, prawda?” („MagniWorld”). Powinien…

KIEDYŚ moje serce biegło dobrym, spokojnym torem, a ja mimo wszystko chciałam za wszelką cenę je rozpędzić. Nie wiem, po co, może dlatego, żeby zrobić mu na złość. To wszystko wina właśnie jego – często przenosiłam się w inny wymiar i zaglądałam w ciemność i wówczas moje serce gnało się jak szalona lokomotywa.
Nigdy już POTEM nienawidziłam poranków. Przypominały, że noc ma swój koniec i trzeba znów radzić sobie z myślami. I wtedy pojawiał się taki moment, kiedy ten ból i strach był tak duży, że nie można było oddychać.
DZIŚ wiatr wieje w moje serce. Dziś wiatr powiedział mi, że nie dałam rady iść pod jego prąd. Dziś niebo jest niebieskie. Dziś niebo chciało pokazać mi się w pełnym błękicie. Dziś założyłam najładniejszą sukienkę, ulubione baletki i opaskę na głowę jak mała dziewczynka. Dziś płaczę najmocniej. Dziś wyznacza ten zbliżający się czas i kończy to, co miało być ostatnim tchnieniem. Dziś się boję. Łzy płyną z moich oczu, ładnie umalowanych. Tylko dla przeżyć zawsze mogłam żyć. I po to, by móc je komuś opowiedzieć.

Śniła mi się niewidzialna dłoń. Słaniałam się z braku sił, a czułam, jak ta ręka mnie podnosi, jak chce, jak walczy. Ale puściłam ją, puściłam, bo wiedziałam, że przyczajona siła we mnie pociągnie ją za sobą w toń. Na nią czekało światło, na mnie ciemność.

„Przyjdę do Ciebie nocą mroczną…
W chwili samotnej, drogi nie znając,
Przyjdę do Ciebie podczas deszczu
Chcąc pocieszyć, a nic nie mając.
Mroczno będzie, a Ty się nie zlękniesz,
Chwycisz mą dłoń i się przekonasz…
że w noc upiorów bogowie powstają
że i samemu ciemności pokonasz…
Do Ciebie przyjdę mroźnym wieczorem…
Wieczorem mroźnym nie spytasz, kim jestem,
Przystanę na chwilę u Twego boku…
I ukołyszę do snu łagodnym gestem.
W kojącym obliczu wzmoże się noc…
Łagodnie w ramionach uśniesz grzecznie.
Nie dla mych ramion zrobisz to wszakże
Jednak, by później móc żyć wiecznie” („MagniWorld”).

Ten ważny dzień zbliża się ku mnie… , nie znam dokładnej daty, nie chcę znać albo zapomniałam, ale to już za chwilę. I co będzie dalej, co może się stać. Co poczuję, z czym zostanę, co odzyskam, a co stracę?

Dzisiejszy lęk był zupełnie inny. Uniwersalny, powszechnie znany, nazwany i zbadany dogłębnie. Wiedziałam dokładnie, czego się boję. Ale są też lęki inne, kiedy nie wiem, jak je określić. A najgorszy jest lęk przed czymś, czego nie można nazwać. Na lęk bez imienia nie pomagają nawet tabletki, strzykawki z wenflonem czy sen. Bo mój sen, każdy sen, jest jak psychoza. Ze wszystkim, co do niej należy: pomieszaniem zmysłów, szaleństwem, absurdem. Taka krótkotrwała psychoza. Nieszkodliwa, wprowadzana za zgodą i kończona z własnej woli poprzez przebudzenie. Oczyszczająca. Tak przynajmniej twierdził Freud. On się chyba na tym znał.
Słyszałam jak do mnie mówi „Jedyne, co mogłem zrobić, aby przetrwać tę rozłąkę, to zniknąć z Twojego świata zupełnie. Nie byłabyś szczęśliwa tutaj ze mną. Ja nie byłbym szczęśliwy tam. Jesteśmy z podzielonego świata. Nawet nie proszę, abyś mi wybaczyła. Tego, co zrobiłem, nie można wybaczyć. To można tylko zapomnieć…
Przebaczyłam, ale nie mogłam zapomnieć. Więc pisałam do niego e-maile. Każdego dnia. Tak, jak gdyby był. Ani słowa żalu. Ani słowa pretensji. Pytania bez odpowiedzi. Odpowiedzi na pytania, których nie postawiłam, ale on zrobił to za mnie. Listy do mężczyzny, których on nie czyta. Pełne czułości i troski. Wspaniałe historie opowiadane komuś, kto jest najważniejszy. Żadnej pretensji, czy skargi. Tylko czasami jakieś prośby lub błagania o coś dla niego” (Janusz Leon Wiśniewski „Samotność w sieci”).

A gdybyśmy tak pogodzili się z tym, że nasz związek jest nieudany, i dalej w nim trwali? Gdybyśmy przyznali, że doprowadzamy się wzajemnie do szaleństwa, nieustannie ze sobą walczymy, ale nie potrafimy bez siebie żyć i musimy jakoś sobie z tym radzić? A potem moglibyśmy spędzić razem życie… ,szczęśliwi inaczej, ale zadowoleni, że jesteśmy razem. Razem było nam przecież lepiej, niż osobno. Osobno jesteśmy tylko zwyczajni, razem byliśmy wyjątkowi. Razem było bezpieczniej.

„O. jest ozdobą gatunku… a ja tylko przechodziłem obok niej… i pewnego dnia pękło niebo… i runął straszny deszcz” – kiedyś usłyszałam najlepsze słowa, jakie mogłam usłyszeć.  „I zmoczyłem się tak, że wiedziałem, iż ona da mi nowe ubranie, nowego siebie, nowe nadzieje. Chcę jej skrzydeł, schronienia, cierpliwości… może nawet miłości”.
Odtąd myślałam wciąż, myślałam, gdy przeżywał radość i podejmował decyzje, byłam wzruszona lub rozmarzona. Żeby tylko o nim myśleć, gdy słucha muzyki, która go fascynuje, gdy śmieje się do łez z dowcipu lub płacze rozczulony w kinie. Myślałam, gdy wybierałam bieliznę, szminkę, perfumy lub odcień farby do włosów. Myślałam na ulicy, gdy odwracałam onieśmielona głowę na widok całującej się pary. Był jedyną myślą rano, gdy się budzę, i wieczorem, gdy zasypiam. A potem… potem były już tylko pytania: Dlaczego On Ci umarł? … A ja, ja nie wiedziałam, nie broniłam się przed tymi pytaniami, poddałam się i złamałam… jak zapałka.

Wiesz, że pisałam ten list minimum tysiąc razy? Pisałam go w myślach, pisałam go na piasku na plaży, pisałam go na najlepszym papierze, pisałam go sobie długopisem na udzie. Pisałam go na obwolutach moich książek. Pisałam go tyle razy… Nigdy go nie wysłałam.
Kocham Cię. To takie proste… Znajdź mnie dzisiaj. Tak jak przed rokiem. Proszę, znajdź mnie. Ja wiem, ja wiem, że spotkamy się jeszcze i tak po drugiej stronie, ale ja nie chcę tyle czekać… nie pozwól mi tyle czekać. Pamiętasz – ktokolwiek miał pierwszy odejść, Ty miałeś trwać obok i strzec mnie, a ja miałam dojrzeć prawdziwego Ciebie i zaufać do końca.
Pamiętasz to prawda?

Byłam po drugiej stronie lustra, skronie grały już inną muzykę, serce przestało chyba bić, bo wcale go nie słyszałam. Chciałam być jak skała, a byłam tylko z gliny. „Twarde posągi upadają z większym hukiem i żłobią ziemię. Wsparłam się dłońmi o bruk, wyprostowałam ramiona podnosząc ciało. Stanęłam całym ciężarem na nogach i unosząc smutne oczy spojrzałam w górę. Niebo było już bez gwiazd. Puste niebo” („MagniWorld”). Nie zamykałam jednak oczu, nie umiałam zamknąć oczu. Bałam się, że spod zaciśniętych powiek, przemknie się woda jak kaskada wodospadu. Musiałam umierającymi oczami patrzeć na świat bez nieba. Niebieski kolor tlił mi się tylko w oczach, gdy widziałam, jak on płynie na drugi brzeg, on odpływał, on odchodził, on umierał. Gdzie Cię dziś szukać, co robić, jak to uczynić, by odnaleźć to miejsce, gdzie zabrałeś siebie… czy to już ta pora, czy to już ten czas?

„Jeśli kiedyś nad ranem wtuleni,
wolą niebios na chwilę zgaśniemy.
Rozstaniemy się na tysiąc lat,
i tak…
Wiem, w następnym życiu znów odnajdziesz mnie,
w nagich szeptach fal.
Już wiem, ukryty w jednym słowie jest nasz świat.
Ten błękit myśli, znam.” (Edyta Górniak „Błękit Myśli”)

„A, gdy już wrócisz, to usiądę Ci na kolanach, oprę moje dłonie na Twoich ramionach i będę całować Twoją twarz. Kawałek po kawałku. Obiecaj mi, że mnie nie rozbierzesz, zanim skończę… Wiem, że obiecasz” (Janusz Leon Wiśniewski „Samotność w sieci”). Pamiętam każdy gest i każdą myśl, pamiętam, ile miałeś pieprzyków na twarzy i gdzie masz blizny, pamiętam Twoje oczy pełne bólu i pełne radości, pamiętam zamknięte powieki, ciepłe usta i… Twoją dłoń bez pulsu. Pamiętaj, że pamiętam.

* Inspiracja i cytaty: „MagniWorld”, Magni, Janusz Leon Wiśniewski „Samotność w sieci”, Edyta Górniak „Błękit Myśli”
* Fot. Dariusz Banasik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.