* POŻEGNANIE

„Największe kłamstwo, jakie powiedziałaś/Największy strach związany z dorastaniem/Najdłuższa noc, jaką spędziłaś/Najstraszniejszy list, którego nie wysłałaś/Mężczyzna, któremu obiecałaś, że go nigdy nie opuścisz/Inny, którego całowałaś/Najsłodszy sen, który śniłaś tej nocy/Najgłębszy smutek, najcięższa walka/Chcę Cię poznać – jak znam samego siebie/Czekam na Ciebie/Nie ma nikogo innego/Mów do mnie/Wykrzycz mi to w twarz/Chcę Cię poznać – do głębi/Chcę głęboko pokopać/Chcę stracić nieco snu/Chcę to wykrzyczeć/Chcę Cię poznać do głębi/Chcę poświęcić swój czas – chcę poznać Twoje myśli/Nie mam żadnych wątpliwości – chcę Cię poznać do głębi/Najsmutniejsza piosenka, jaką słyszałaś/Większość możesz wyrazić jednym słowem/Twoja najdłuższa modlitwa/Największa przysięga, jaką złożyłaś/Co sprawia, że się śmiejesz, co sprawia, że płaczesz/Co sprawia, że się wściekasz, na co nie zwracasz uwagi/Twoje najlepsze i najgorsze chwile/To są rzeczy, które chcę poznać do głębi/Chcę poznać Twoją duszę – chcę stracić kontrolę/Dalej, wypuść to z siebie – chcę Cię poznać do głębi/ Musisz pokopać głęboko – chcę strącić nieco snu/Chcę to wykrzyczeć/Chcę Cię poznać do głębi/ Opowiedz mi wszystko…” Bryan Adams „Inside Out”

„Są takie chwile w życiu, kiedy tęsknisz za kimś tak bardzo, że chciałbyś urzeczywistnić swoje marzenia i móc przytulić do siebie tę ukochaną osobę” (autor nieznany). Pomimo tłumu wokół. „Czasami jest pełno ludzi po to, by głębsza była nasza samotność” (Anna Kamieńska). Zawsze uważałam, że wymagam prostych rzeczy, ale problem był taki, że wymagałam od skomplikowanych wnętrz. To się nie mogło udać.
Nie musiałam słuchać emanujących komplementów, bo dobry komplement to nie ten, który słodzi, ale prawdziwy. „Kobiety inteligentne nie wierzą w swoją urodę – jeżeli już – to kobiety piękne wierzą w swoją inteligencję” (autor nieznany). Chciałam razem gonić marzenia, troszczyć się o czyjeś dobro, nigdy zaborczo trzymać przy sobie, wręcz przeciwnie, bo troska czyni wolnym obie strony. Stworzyć takie przywiązanie, które nie pociąga za sobą podporządkowania, a pociąga za sobą dzielenie się przeżyciami i wspólne przeżycia, zaufanie, bezwarunkowość, bez uzależniania się od spełniania jakiś oczekiwań. To identyfikowanie się z osobą bliską…
„Chciałam się zakochać, zakopać się wzajemnie w sobie. Postawić dom z anteną telewizyjną. Nie satelitarną, tylko zwykłą z drutu, jak krzyż na grobowcu (…). Idący obok mnie bohater mojego życia. Oświetlony słońcem. Heros, mityczna istota łącząca w sobie przeciwieństwa, niepojęta dla mnie, dla innych” (Manuela Gretkowska „Nieślubny list do męża”). Jak skała, o którą co prawda można się skaleczyć, ale za którą można się też schronić. Musiałam pożegnać się z takim obrazem. Zwyczajnie, dlatego, że się rozczarowałam życiem, jego całością, wszystkimi jego obietnicami. Weszłam w jakiś inny wymiar świata, w którym oprócz mnie nie było nikogo. Miałam dwa wyjścia – albo nadal udawać, że ktoś pasuje do mojego ideału, sądzić, że to poważniejsze, bo takie nierealne, wyśnione i delikatne, mieniące się wszystkimi kolorami. Pryzmat, który załamuje światło. Wszystkie kolory w kawałku kryształu. Albo uciec, zabić wszystko, co miało szansę się rozwinąć. Bo na to zawsze znalazłoby się miejsce. Na sny, na tęsknotę. Nie tęskni się przecież do tego, co już się zdarzyło.
Wybrałam. Jestem daleko. Nie oponuję. Było pożądanie i rozkosz, były namiętność i lęk, wstyd, szacunek, smutek, tęsknota i radość, ale pewności w tym rankingu uczuć nigdy nie było. Nawet, jeśli nie wierzy się w nią, można ją przecież na nowo wymyślić i dodać do listy. Jest jednak jeden problem. Pewność pozbawia tajemniczości.
Nie lubiłam nigdy pożegnań. To zawsze są dramatyczne emocje – wylewane żale, pochowane nadzieje, ryzyko tego, że ktoś zarzuci Ci noszenie masek, nielojalność, niestabilność. Muszę się jeszcze uporać tylko z jedną rzeczą. Ale jest już blisko. Już za chwilę…
Odchodzę daleko, ze świadomością podmuchów wiatru, a nawet i wichrów. Mogę być obserwowana, mogę dostawać kwiaty z przeprosinami, mogę być zapraszana na śniadania o poranku. Ale ja nie odczuwam dziś żadnej wzniosłej dobrej emocji. Gniew, bunt, niezgodę tak, ale nic poza tym. Zajrzałam w taki mrok, że jasność mnie razi, więc nie chcę jasności. Za kilka dni skończę magiczne 27. Najlepsza moja liczba. Paradoksalnie nie mam pomysłu na ten dzień. To znaczy mam, ale go nie zdradzę.
„Powietrze pachnie dziś morzem. To absurdalne, bo jest setki kilometrów stąd. A jednak pachnie morzem. Nagły przypływ, chłodna wilgoć, zabrudzona ziemią, ciężkawa” (Hanna Kowalewska). Nawet na języku wyczuwam gorzki smak soli. Zmywam go kolejnymi łykami słodkiej herbaty malinowej. W tle ulubione dźwięki. Rozsypane frazy, nerwowy rytm nawracający jak morska fala. Stąd ta bryza. We mnie. Coś się przecież kończy. Kiedyś mnie to przerażało, a teraz uspokaja. „Przypływy i odpływy. Konar wygładzony przez morze, wygięty jak przeciągająca się kobieta. Jutro morze wyrzuci patyk o innym kształcie- skręcony embrionalnie w bólu. A potem kolejny raz wszystko przysypie piasek niepamięci” (Hanna Kowalewska).
Nawet nie mogę sobie już wyobrazić, czy inne rozwiązanie byłoby lepsze. Nie umiem wejść w stan uwielbienia. Tak, po prostu.

Aby zbliżyć się ku wielkiej wodzie, przystanęłam wieczorem na moście i patrzyłam w daleką dal. Chłód dawał znać o sobie. W oddali ujrzałam migocące światła niby światełka nadziei. Ale we mnie była już tylko cisza. Taka przejmująca. Poczułam na chwilę, jak wydostaję się z wszelkich uwikłań, jak zostaję uwolniona. I jak nagle robi się dużo miejsca. Analizuje się swoje kroki, słyszy się swoje myśli. Jednak nie ma już miejsca na marzenia. Wszystkie zostały już pomyślane, setki razy obmyślone, dokładnie wyrysowane i zamknięte na srebrną kłódkę. Nie widzę więc ich, i tak jest paradoksalnie lepiej.
– Żyłaś najpełniej, tyle tylko, że nigdy nie wyczuwałaś swoich potrzeb, żyłaś dla innych. Wiem, dlaczego to robiłaś. Chciałaś zagłuszyć w sobie ten strach przeszłości. Ale to się nie udało – usłyszałam głos za sobą.
– Żyłam. I się udało, bo dziś już niczego się nie boję – odpowiedziałam z pewnością w głosie.
– Możesz odejść spokojna?- zapytał.
– Tak, mogę.
– Żadnych emocji?
– Wiesz co je zabiło.
– Tak, wiem.
– Myślisz, że widać to w moich oczach? – zapytałam.
– Wychudziłaś się.
– Nie pytam o wygląd. Pytam o oczy.
– Są smutne.
– Jak zawsze.
– To dlaczego pytasz?
– Żeby się upewnić, że jestem tą samą Alutką, taką, jaką byłam przez 27 lat.
– Sądzisz, że aż tak się ostatnio zmieniłaś?
– Nie chodzi o zmianę. Zmiana wynika zazwyczaj z odkrywania. Odkryłam coś.
– Co takiego?
– Że nigdy nie udało mi się znaleźć tego, czego szukałam.
– I co teraz?
– Uciekam, ale nie ze strachu. Uciekam, bo się zmęczyłam.
– A Twoje drogowskazy?
– Wskazywały złą drogę.
– A Wojownik?
– To iluminacja.
– A iluminacja nie jest lepsza niż jej brak?
– Nie, prawda, szacunek i ufność są najważniejsze.
– To znaczy?
– To znaczy, że się pomyliłam. Musiałam zmienić myśli.
– Dopuszczasz pomyłki jako perfekcjonistka?
– Dopuszczam słabości innych, ale do pewnego czasu.
– I co dalej?
– Uciekam, bo wstydzę się takiego świata.
– Czyli nic nowego?
– Nie, to coś zupełnie innego.
– Inna przestrzeń?
– Tak.
– A tam będziesz bezpieczna?
– Nie wiem, ale na pewno będzie mniej niebezpiecznie niż do tej pory.
– A co z Twoim sercem?
– Przecież wiesz… Właśnie Ci o nim opowiedziałam.

3

* Cytaty: Bryan Adams „Inside Out”, Anna Kamieńska, Manuela Gretkowska „Nieślubny list do męża”, autorzy nieznani
* Fot. Anna Zakrzewska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.