Sen – Azymut

Przyjechałam tam z nimi. Prowadzili mnie spokojnie. Nie wiedzieli, co mówić. A ja, ja wtedy chyba już nie myślałam. Zanim weszliśmy do budynku, komary atakowały moje ciało. Teraz, nawet one nie dawały mi spokoju. Zobaczyłam jeszcze przed wejściem trzy koty. Jeden był czarno-biały, drugi bury i trzeci najładniejszy – czarny. Koty były częścią mojego życia. Pamiętam wszystkie trzy…

Usiedliśmy w korytarzu, nic się nie działo, kazali mi pokazać dowód i patrzyli na mnie dziwnym wzrokiem. Co jej jest? – to czytałam w ich oczach. Ja natomiast chciałam jedynie, żeby się już tak nie patrzyli. Czekaliśmy długo. A może mi się tylko tak wydawało. Spojrzałam na telefon. Nie dzwonił, nie dawał żadnego sygnału. „Tonę” – napisałam drżącą ręką do Wojownika. Głucha cisza. Ktoś przyszedł po mnie i zaprowadził mnie białym korytarzem do pokoju. A w nim zobaczyłam, jak inny ktoś patrzy na mnie wzrokiem zupełnie obojętnym, ale biła z tych oczu jakaś taka pasja. Dzień się kończył. Ujrzałam przez okno zanikające słońce. Miałam wrażenie, że jak teraz zajdzie, to nigdy go już nie zobaczę. Nie pomyliłam się dużo, bo dwa dni później wciąż nie było słońca.
– Nazywam się… . Nie obchodzi mnie Pana nazwisko – pomyślałam. Niech Pan mi tylko da coś, co sprawi, że już nie będzie bolało.
– Ile ma Pani lat? Ile to już trwa?
– Długo, za długo…
– Jak się Pani dziś czuje?
– Nie czuję za wiele, oprócz tego, co od jakiegoś czasu.
Nie pamiętam, co było dalej…

(stan snu) Usłyszałam dźwięk telefonu – dzwonił Wojownik.
– Dlaczego jesteś smutna? – zapytał.
– Jestem smutna, bo nie jestem wesoła – odpowiedziałam.
– Mała Wojowniczka – usłyszałam w jego głosie delikatny uśmiech. Moja krew. A czego dziś oczekujesz?
– Spokoju, odpoczynku, remedium. Nie wiem, nie potrafię już wiedzieć.
– Mała, posłuchaj mnie. Nie mogę przyjechać. Wiesz, że nie mogę. Ale zrozumiałem niedawno, że traktujemy siebie, człowieka jak istotę chronioną. A my nie jesteśmy gatunkiem chronionym. I nie możemy siebie tak traktować. Ktoś na świecie musi likwidować złych ludzi. Po prostu. Likwidować, zabijać, eliminować ze społeczeństwa. Naturalna selekcja jest najlepsza.
– Przestań znowu o tym. Nie karm mnie tyle swoją nadludzką wiedzą. Dlatego wybrałeś ciemność i piekło? Piekło jest dla bohaterów? Ciągle w to wierzysz?
– Wciąż tupiesz, jak mała dziewczynka. Uwielbiałem to, jesteś jedyną kobietą na świecie, której to pasuje i u której mogę to znieść. Definiowałaś mnie, mój mózg, moje tendencje i zawsze mówiłaś tak, że słowa te wywoływały dreszcz na plecach. Ale dziś to ja chcę Cię nauczyć… nauczyć Cię bronić. Chcę dać Ci coś od siebie. Jednak gdybym tylko umiał czarować, wyczarowałbym Ci szczęście, a nie uczył walczyć.
– Dlatego zostań już lepiej Wojownikiem. Czarodzieje kłamią.
– Co czujesz teraz? Co czujesz, jak szukasz na to wszystko odpowiedzi?
– Nie szukam odpowiedzi. Bo to prowadzi do obłędu. Czasem nie musimy szukać odpowiedzi. Wystarczy, by była pasja w szukaniu, wtedy pojawi się magia odnajdywania. Ale chciałabym….
– Wiem Mała. Wiem… wciąż wiele pamiętasz z tego, czego Cię uczyłem. Wyzwalaj się dalej dzięki przeszkodom. Definiuj rzeczy, zjawiska, które dla ludzi są istną fantastyką. Po prostu wstań i idź i wciąż idź. Pewnego dnia na ziemi znajdziesz remedium. Schylisz się i weźmiesz je w dłoń. I nie zażyjesz. Bo taka właśnie jesteś – nigdy nie będziesz nisko rosła przy ziemi, więc co mi chcesz udowodnić? Na złość odejść, abym zapłakał? Człowiek jest czymś, co pokonanym być powinno.
– Jestem więc człowiekiem – odpowiedziałam.
– Nie. Ty nie jesteś człowiekiem. Zwyczajnie jesteś niezwyczajna. Masz moce Elfa. Błądzisz gdzieś w ekstremach, i na dodatek jesteś sama. Pchasz głaz przed sobą i nie możesz odpocząć. Ale proszę dbaj o siebie, na ile potrafisz. Zadzwonię za jakiś czas.
Na przecięciu światła i wspomnień, zapożyczonych słów i snów śnionych na nowo, na styku ciszy i łez dwie odmienne osobowości jednak się spotkały. Tyle, że miłość jest zawsze wspomnieniem miłości. Pragnienie jest zapomnianym pragnieniem. Spotkanie dwóch równoległych historii jest zawsze przypadkiem. To podwójny mat.
Obudziłam się w jasnym pokoju. Obok stał mój ulubiony kubek z herbatą malinową i kwiaty w wazonie. Oni stali przy mnie.
– Nie było kali, Twoich ulubionych. Ale kupiliśmy inne. Obudziłaś się z długiego snu. Odpoczywaj. Dziś już tylko odpoczywaj.
Nie umiałam się z tym do końca pogodzić, niemniej zamknęłam ponownie oczy.
„Najważniejsze spotkania spotykają się w duszy, na długo przed tym nim spotkają się ciała” (Paulo Coelho „Jedenaście minut”). To wszystko jednak nie zmienia faktu, że chciałabym i muszę przypomnieć sobie, jak się kocha, jak spalić się w ogniu minionych namiętności, przeżyć jeszcze raz radości i udręki, wzloty i upadki, by w końcu dostrzec tajemniczą nić, która łączy wszystkie moje spotkania. Wtedy i język nauczy się mówić językiem ciała i ciało nauczy się mówić językiem duszy. Wtedy niczym ptak będę mogła odlatywać i wracać, kochać i podziwiać do śmierci, tym, co będzie mnie wzruszać stanie się moja i czyjaś wolność, ciekawość świata i energia wspólnych skrzydeł. „Bo najbardziej przerażające jest cierpienie w samotności. Kiedy się boisz i nikt nie może Ci pomóc. A dookoła tyle życia – normalni, uśmiechnięci ludzie, a Ty jak dzikie zwierzę wychylasz głowę, aby nikt nie ujrzał przypadkiem Twoich załzawionych i tak odważnych oczu. Bo jesteś dumny i wiesz, że przeżyjesz. Tacy, jak Ty nie umierają. Nigdy. Zło czai się za rogiem. Na każdego z nas. Bez względu na iloraz inteligencji czy status społeczny. Jesteśmy płomieniem, który gaśnie po podmuchu. A później rozpala się kolejny płomień. Ale już inny. I on też może zgasnąć… trzeba skupić się na tym, aby istniały płomienie, które nie gaszą innych.” („MagniWorld”)

* Inspiracja i cytaty: „MagniWorld”, Paulo Coelho „Jedenaście minut”
* Fot. Dariusz Banasik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.