Serce i rozum

Grzech, Bóg i inne dolegliwości

Każdą opowieść muszę przeczytać kilka razy. Bo doskonale wiem, że podobnie, jak i tych historii, tak i Ciebie nie można sobie zaplanować. Można na Tobie polegać. Jesteś spolegliwy. Ale zaplanować Ciebie po prostu się nie da. Masz powikłany życiorys, ale jeszcze bardziej niewyrażalne jest to, że potrafisz zmieniać życiorysy innych ludzi. Albo odwrotnie – inni pragną zmieniać je dla Ciebie. To, że kiedyś poznałeś tę wyjątkową kobietę i coś się złego z tym stało, bardzo złego nawet, powoduje, że żadna inna szans już u Ciebie nie ma. Myślę sobie, jak nudne, banalne i przyziemne musi być dla Ciebie to, czym obdarowałeś lub jeszcze obdarujesz kolejne kobiety. Bo te, bez wątpienia, zawsze będą. A każda, która Cię mija, nie potrafi, a rzadziej nie chce się przy Tobie zatrzymać. Bo albo Ty ją skreślasz, zanim zorientuje się, że to zrobiłeś, albo ona odejdzie, z braku możliwości właśnie i pomysłu, co dalej. To błąd, tylko nie wiem, kto tu jest większym przegranym. One nie dają rady zmierzyć się z tamtym ideałem, nimfą, boginią. Nie dziw się im. Ja zatrzymałam się przy Tobie na dłużej. Może więc lepiej, gdy powiem, że to ja zatrzymałam Ciebie przy sobie. Choć dla Ciebie to i tak wszystko jedno. Pytasz mnie czasem o Twoje opowieści, a więc obdarowujesz mnie czymś, co wcale nie jest błahe i proste. Poza tym, Ty wiesz, że ja to przetrzymam. Bo jestem w zasadzie wirtualna. Jak anioł. Anioły też są chyba takie. Choć ja znów też nie mam aż tak wiele wspólnego z nimi. Bo jestem grzeszna. To, że Ty jesteś warty tych wszystkich grzechów, wcale mnie nie usprawiedliwia. Ciebie kłuje serce, gdy szukam kogoś podobnego, a mnie irytuje, jak kolejna przegrywająca w wyścigu po Twoje serce, żali się, że nie zdołała Cię złamać. Jaka więc w tym logika? Zawsze byłam kiepska w liczbach, więc nie liczę już i nie szacuję, nie wyliczam prawdopodobieństwa, bo to i tak Ty płacisz zawsze za rachunek. Rozmawiasz czasem z Bogiem, a ja z Rozumem. Kiedyś mówiłam Ci, że nie można tylko tak samym sercem i nie można samym rozumem. I to i to niesie za sobą złe konsekwencje. To jak w końcu można? Połączyć jedno z drugim, tyle tylko, że możliwości, powody i pragnienia nie zawsze są te same. Rozmawiam z Rozumem dość często, może nawet za często. Ale skoro jestem ciągle sama, więc wiele mi wolno mówić, czynić może nadal nie do końca, ale przynajmniej mówić. Nie łamię żadnego przykazania. A na pewno nie tego z numerem 6 (nie cudzołóż), ani 9. To 9 jakoś tak wymyśliłam (nie pożądaj więcej niż masz) i wyszło 69. A to już sama sobie skojarzyłam. Mogę. W końcu serce jest zwykle frywolne, a jak wolne, to tym bardziej. I dla mojego Rozumku, też jestem Serce. On nie nazywa mnie inaczej. Wiesz sam, jak to jest dyskutować z Rozumem – ciężko i mozolnie, z nikłą pewnością, czy dojdzie się do kompromisu. Ale Ty lubisz takie dyskusje, więc powiem Ci, o czym rozmawiamy.

Ty już Serce nalej i mnie nie rozśmieszaj

Rozum: Serce, czy Ty musisz ciągle wierzyć, że on jest już blisko dobrej drogi. Widzisz, że Twoje wojownicze zapędy też niewiele potrafią zdziałać. Ładne dziewczę z Ciebie, ale Ty lubisz sobie komplikować życie, zawsze pod górkę. Serce, Ty nie masz tyle siły, zobacz jak teraz wyglądasz – blada, chuda i wiecznie smutna. Gonisz za cieniem tylko, jakbyś była co najmniej jakaś ułomna. Są gdzieś jeszcze jacyś inni czy wiecznie on tylko? Serce: Są, ale przychodzą i odchodzą. Nie potrafię zatrzymać ich przy sobie. I nie wiem, kto kogo bardziej krzywdzi. Ja nie chcę krzywdzić, więc wolę ustąpić albo sama boję się krzywdy, bo każda boli bardziej, zamiast odwrotnie. Rozum: Widzisz, to dlaczego nie chcesz mnie słuchać? Mówiłem ostatnio, żebyś była bardziej cierpliwa? Ty chcesz wszystko od razu, śpieszysz się gdzieś? Serce: Cierpliwa? W miłości nie ma miejsca na cierpliwość. Czy można nie wiedzieć, czy się chce czy się nie chce? Ci ludzie są dorośli (i to nie chodzi o to, że skończyli już dawno 18 lat, czasem i drugie tyle nie wystarcza), a ciągle zachowują się jak mali chłopcy, którzy oczekują, że będzie się im zlizywać resztki kaszki na ustach i czyścić ubrania, gdy wejdą w jakieś błoto (powiedziałabym gorzej, ale jestem w końcu Serce – zawał mi jeszcze niepotrzebny). Rozum: Nawet, jeśli jest w tym trochę prawdy, to zrozum, że czasem trzeba coś zrobić wbrew sobie, spokojnie poczekać, aż on się przekona. Ale dobrze, już jak tam chcesz, Serce. Mieszkał trzy godziny drogi od Ciebie, więc może rzeczywiście to nie rokowałoby zbyt dobrze. Brzydka nie jesteś, mądra, uczciwa – znajdziesz kogoś prędzej czy później. Choć, może powinnaś nieco zmniejszyć wymagania. Nie wiem, czy to akurat dobrze, że nie zaniżasz poprzeczki, tylko ciągle ją podwyższasz. Serce: Przecież Ty jesteś Rozum, a nie widzisz, co się dzisiaj dzieje z Twoimi podwładnymi. Uzbroiłeś ich w te dyplomy, tytuły, stanowiska kierownicze, dałeś w łapę odpowiednie sumy pieniędzy, a teraz jeżdżą wózkami (z kierownicą), zakładają swoje lśniące szczupłe garnitury, koszule z czarnymi guzikami, bo tylko takie uważają za eleganckie i srebrnymi (a nawet i złotymi) spinkami, cienkie krawaciki, buciki lakierowane w szpic, trochę żelu, wzrok lekko zmrużony i myślisz, że taki wizerunek wystarczy, by być szczęśliwą? A więc powiem Ci, tak między nami, że nie wystarczy. Bo poza tym, że mają oni z czego żyć, nie mają nic więcej. Szczycą się, co najwyżej, swoim mądrym psem, który uradowany wita ich po całym dniu pracy, a czasem i kotem, który drapie ich po plecach, a ostatnio nawet usłyszałam, że robi herbatę, tylko czy te pupilki pójdą z nimi do teatru albo urodzą im dzieci (chyba nauka/technika/medycyna nie podejmie się aż tak ekstremalnych doświadczeń?). Widać więc przyjemność nie każda. Co więcej, mają za sobą ciężkawy nawet bagaż doświadczeń, bo w wieku, w jakim pojawia się trójka na przodzie, już pewne badania sobie poczynili, skrywają przykre przeżycia (wiem przecież, że oni też je mają), kompleksy wielkości arbuza, ale nawet wielkość jabłka zakrywa ta modna koszula z kolorem kołnierzyka innym niż reszta materiału, a oni i tak ciągle nie wiedzą, czego chcą dalej. Może więc, wysiliłbyś się teraz na chwilę i odpowiedział mi rozumowo, jak można to Twoim zdaniem przekalkulować na coś sensownego? Rozum: Może to Ty nie myślisz zbyt rozumnie, masz to takie swoje dziewczęce, małe, naiwne nieco, ciągle dziecinne serduszko i już zabrakło na nim miejsca na plastry. Chore serce nie zrozumie zdrowego. Jak przyszłaś na świat, to sklejono Ci te przegrody, co się zrosnąć nie chciały. Może więc to też skutek tamtych powikłań. Zrosty czasem nie chcą się zrosnąć. Serce: Oj Rozum, marnie jakoś mnie przekonujesz, próbując zwalać to na choroby. A nawet jeśli, to przecież istnieją jeszcze lekarze dusz. Czy tylko trzeba leczyć z tego, co widoczne? Rozum: Pewnie nie tylko. Ale Ty nawet dobrze nie jadasz, nie śpisz, snujesz się jak cień i wymagasz tego, by ktoś trwał z Tobą w tym cierpieniu. Ty się Serce ogarnij, bo z takim podejściem, to jawisz się jak z koszmaru, a nie z życia.
Serce: A Ty Rozum, zawsze lepiej wszystko widzisz i wszystko Ci wolno. Są wyjątki. Znasz go bardzo dobrze. Ciągle byłeś przeciwny temu, że jechałam do niego tyle godzin, żeby pojeździć tylko po lasach albo że pisałam dla niego opowieść, którą opowiedzieć tylko można. A ja wcale nie szukam tam miłości. Po prostu lubimy ze sobą rozmawiać.

Dziki płacz

To niecała dyskusja. Resztę wolę przemilczeć. Nie wszystko może ujrzeć światło dzienne. Może i to zdarza się raz – to wielkie olśnienie, ta jedna – bogini, prawdziwa, kochana, wspaniała, idealna, mała dziewczyna i wamp zarazem, kobieta ulepiona z najskrytszych marzeń. Ja też myślałam, że będzie jeden, raz i na zawsze. Nawet już dwa razy tak myślałam. I dwa razy się pomyliłam. Mówiłam już – matematyczka ze mnie żadna. Tyle tylko, że ja miałam chęci do tego, by obudzić w sobie coś więcej, niż tylko złe wspomnienia. To nic, że nie zdarza się to latami. Przychodzi kiedyś takie lato, że zdarzyć się może. Czasem się szuka i wypatruje, wywołuje w sobie. Wszystkim, czym się uda. Innymi też można. Egoistycznie, hormonami, adrenaliną, byle jak najszybciej przywołać. Winem, literaturą, pisarstwem, tabletkami, psychoterapią. Żeby poczuć tylko takie rozbłyski. Jeśli jednak coś trwa, rozprzestrzeniając się powoli, od środka, spoza lub z samego serca, jeśli się czuje małe ciepło, a potem nawet trochę smutku ściskającego gardło i znowu radość – taką dziką, że chce się płakać i płacze się nawet. Potem przychodzi natchnienie i jeszcze delikatne, trwające wzruszenie. A nad tym wszystkim chęć dotknięcia na chwilę – ustami, dłonią, policzkiem, to można wierzyć, że to właśnie jest to. To czułość. Wciąż niedopracowana, nieokreślona, ale przynajmniej wyczuwalna.

* Inspiracja: Janusz Leon Wiśniewski „Samotność w sieci”
* Fot. Anna Pfeiffer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.