Światło moich oczu (moje sny)

„Prosiłam o wszystko, by cieszyć się życiem,
Dałeś mi życie, bym cieszyła się wszystkim” (autor niezany)

To historia, jak wiele innych. Może przewidywalna, może zwykła, może nie dla wszystkich. Ktokolwiek, cokolwiek może o tym powiedzieć, jedno jest pewne. To historia prawdziwa. Gdzieś zagubiłam pierwiastek jej opisu, tworzyłam części, składałam całość. Słowa nie chcą przychodzić ot tak. Szczęście niełatwo opisać, a jeszcze trudniej je nazwać. Opowiedzieć wprost. To wszystko kryje się w gestach, oczach, duszy. Historia, którą przywołujesz w myślach każdego dnia, historia, na którą czekasz bardzo długo, historia, okupiona łzami, radością, upadkami i wzlotami, jest Twoją historią. Trzymaną nierzadko wewnątrz. Do momentu, gdy coś w środku powoduje, że wszystko, co było i istniało wcześniej, rozmyło się, na rzecz stworzenia historii lepszej, piękniejszej, dojrzalszej. Zebrałam razem te wszystkie małe sprawy, które się toczyły, które zadziwiały, które dojrzewały spokojnie. One wszystkie stały się koroną moich nowych dni. One stały się światłem moich oczu.1

Każda historia ma swój początek. Był zatem, w tym wszystkim, bardzo długi inny czas. Czas, w którym tysiące razy łudziłam się… Wychylałam głowę z elfowego lasu, a później nie mogłam pojąć tego świata, nie czułam go, nie tkwiłam w nim. Byłam myślami gdzieś zupełnie daleko, tak daleko, że nawet nie można sobie tego wyobrazić. Wiedziałam jednak, że muszę w nim żyć. Plątanina kopnięć, stłuczeń i złowrogich spojrzeń była tuż obok, czaiła się za rogiem, krążyła w powietrzu. Gonitwa pochowanych wzruszeń, ale i walka o miejsce na podium.

Gdzieś, w tym chaosie usłyszałam „… widoczna w Twoich oczach, jeśli spojrzeć z bliska, paniczna ruchliwość spłoszonego królika wzbudzała w ludziach niepokój. Masz wyraz kogoś, kto nieustannie wypatruje czegoś, co się jeszcze nie pojawiło. Całe Twoje ciało zdaje się pochylać do przodu w ciągłym oczekiwaniu, i chociaż mówiono Ci wiele razy, że masz ładne oczy czy dziewczęcy uśmiech, ludzie nigdy nie wspominają o Twojej duszy…” (autor nieznany). A to czyni Cię smutną, nie czyniąc wesołą. Tyle, że ciągle pamiętaj – sens naszych trudności objawia się w przyszłości.

Od zawsze słyszałam w głowie różne głosy. Również te łagodne, troszczące się, spokojne – Gdzie jest ta dziewczynka, która kiedyś mieszkała w Twoim umyśle? Jakby to było, gdyby zaczęła realizować swoje marzenia, po tych wszystkich chwilach, które przeżyła. Kim zatem mogłaby się stać dzisiaj? Wymów to słowo głośno. Usłysz chęć duszy. Chłoń nowe dni. Gdybyś miała teraz pożegnać w swoim sercu tę małą dziewczynkę, co byś poczuła?

Głosy dawały znać o sobie w wielu sytuacjach. Nieprzywoływane, przywoływane, chciane, niechciane. Ruletka niepokoju i spokoju. Podmuch świeżości zdawał się wciąż odległy. Wymyśliłam w końcu kolejny sposób, by go poczuć. Odcinki drogi stawały się teraz nieco bardziej przychylne. Chciałam zdobyć na nie więcej powietrza, w płucach, w sercu, w ciele. Nowego, energetyzującego, świeżego. Udało się. W ciągu kilku tygodni znalazłam się o tysiące kilometrów w przód, wybierając się w podróż do wnętrza siebie. Postanowiłam, przy tym, urodzić się na nowo.

Przy narodzinach, nie mogło stać się inaczej, przy narodzinach musiałam poczuć znowu pierwotny rytm serca. I nagle okazało się, że w tym wszystkim, nie chodziło już wcale o mnie. Nie tym razem. Ktoś, w czasie tej podróży, dał mi więcej niż jakikolwiek lekarz na świecie, jakikolwiek lek, jakakolwiek diagnoza. Po raz pierwszy, od dawna poczułam, że pokonuję chorobę, obawę, bariery… Ktoś przygotował grunt, podlał kiełkujący kwiat. Ktoś pokazał wartość, jaką jest moja inność. Bardzo powoli, ale malowałam na sobie szczęście. W blasku, w słońcu, w emocjach budzących radość. Droga, która wyznacza cel, i na której nie można już zabłądzić. Droga, która zmienia wszystko…

A potem… potem droga nad rzeką. Przebijające się zza chmur jasne promienie. Początek nowego kierunku po przełomowej podróży. Spotkanie swoich dusz, swoich istot, swoich pragnień.

2Podwiózł mnie w ten pierwszy dzień nie tylko dlatego, że jechał w tym samym kierunku. Wiem, że najpierw zawrócił, by zapytać, dokąd w ogóle jadę… Obrazy kolejnych dni popłynęły, jak ta rzeka, przy której się spotkaliśmy zupełnie przypadkiem. Subtelny uśmiech przy kawie, czarujący uśmiech na łące, salwa śmiechu na łóżku, dodający pewności dotyk i pocałunki w magii. Przymknięte powieki, wyraźnie zarysowany podbródek, namalowane czerwienią usta… To On. Dziesięć liter z alfabetu. Melodia spokojnego oddechu. Piosenka rozkoszy. Mój Bohater. Obok postaci na straży, nowa postać, nowa siła, nowa moc. Bohater o wyostrzonym wzroku i poukładanym „ja”.

„Święta chwila ta, niechaj święci się, święta zwykłość dnia…” (Anita Lipnicka „Piękna i Rycerz”)

Każdego dnia, powoli, spełniało się małe marzenie. Pomimo, że były chwile oczekiwania, przyszedł czas… na nowe proste, na nowe wyzwania, na nową nić prawdy, szacunku, uśmiechu. Czas, w którym czekam spokojnie, podświadomie wierząc, nieświadomie drżąc rachityczną dłonią. Układam w głowie myśli i zadomowione sprzeczności. Jestem tam, gdzie zawsze. Na rogu Tęsknej i Uwielbianej. Na skrzyżowaniu Serca i Rozumu. Na placu Wiary i Nadziei. Czekam tam, gdzie doświadczyłam równowagi pochyłego życia. Jako Elf, poznawałam istoty latające ponad ziemią. Ale nigdy nie sądziłam, że jedna z nich, ta z krwi i kości, ta z imienia i ta z głębi zakopanego pożądania, zostanie ze mną, by strzec mego snu, w blasku księżyca. A wypędzić jej nikt nie zdoła.

Zanurzona w blasku bliskości
Oddycham zapachem ogrodu
Słucham jasnej muzyki serca,
Patrząc na Wszechświat od spodu.

Słyszę spokojne wiatru śpiewanie
I niskie szumy traw,
Szelest kołyszących się liści,
Rechoczący żabami staw.

Wśród myśli tych prawdziwych
Ty idziesz w moją stronę,
Wnet kroki Twoje słyszę,
I w tych emocjach tonę…

Ciepło biło z powietrza. Biło na mnie i we mnie. Mogłam się obawiać teraz już tylko chłodu z zewnątrz. Gdy zaczęło wiać zimnem świata, nic jednak się nie zmieniało. Kryształ wspólnego życia wciąż mienił się wszystkimi barwami tęczy, jak jesienny liść przy drodze, kryształ lśnił, jak oblodzona jezdnia, trwał jak delikatny podmuch wiatru. Zmieniałam się, pomimo, że nadal najlepiej czułam się w wytartych jeansach i zwykłych trampkach. Zaczarowałam się, gdy przyszedł i wyjął z kieszeni małe coś i dał mi to w przebijającym się zza chmur słońcu – z moim rannym zaspaniem, z moim południowym pośpiechem, z moim roztargnieniem… niespodziewanie i zupełnie podchwytliwie – Jego słowa, ten klucz, tylko mały, tylko srebrny, i tylko lekko błyszczący, taki, jak tysiące innych, ale taki, który wywołał najczystsze emocje wewnątrz. Zaczarowałam się setkami innych małych spraw. Zaczarowałam się Jego dłonią, ramieniem, ustami. Jego troską, opieką, sercem. Emocje, które rozlałam pod Jego stopami. Ocean emocji. Ocean, w którym nie utonął, a tylko, albo aż tylko stąpał po nim bardzo łagodnie.

Trwa sobie ów czas marzeń, czas trzymania mnie przez dobrego Boga za rękę, czas niezwyczajny. Gdy wielokrotnie tak sobie z Nim byłam, w domu, na ulicy, w nocy, i gdy cieszyliśmy się zwykłymi chwilami, zawsze patrzyłam na Jego twarz i radosne oczy. I wiedziałam już, że cały wszechświat znowu zrobił wszystko, bym mogła zobaczyć piękną czystą prawdę i jej doświadczyć.

A kiedy się słowa własne wypełnią
I gdy odnajdę tam zrozumienie
Zbuduję z tego mój dom-schronienie
I jednym zamknę świat pragnieniem.

Bezmiar nieujarzmionej tęsknoty
Schowam w odkrytą czyjąś bliskość
By czułość zamknąć w jeden dotyk
I cały ogień świata zakląć jedną iskrą.

W bukiet błękitu, zbiorę nieba spokój
I znów przywołam dni długie i jasne.3.
Inni wciąż szarpiąc świat swoją nutą
Już mi nie wyrwą nic z tego, co własne.

Są ludzie, którzy trwają bliskością serca obok, a czasem nawet tak dalecy ciałem. Nieważne. Tysiące kilometrów, oddalona fizyczność, a moje „ja” czuje i wie. Wszystkie słowa bliskie i z daleka, dodające wiary, sił, powietrza. Słowa od ich przestworzy, z których łapię spokojny oddech. Dziś to światła moich oczu. Historia, która się toczy. Historia prawdziwa, pisana spokojnym oddechem.

Rytm, usłyszany ostatnio, niechaj uzupełnia tę treść Fink „Sort Of Revolution”.

* Cytaty: Anita Lipnicka „Piękna i Rycerz”, autorzy nieznani
* Fot. Łukasz Sowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.