Ucieczka (show me heaven)

„Zastanawialiście się kiedyś, co by się stało, gdyby już Was nie było? Gdybyście nagle odeszli? Jakby Wasz świat zareagował? Cokolwiek sobie wyobrażacie, to się mylicie. Nie ma nic romantycznego w śmierci. Smutek jest jak ocean. Głęboki, ciemny i większy od nas wszystkich. A ból jest jak złodziej w nocy. Cichy, nieustępliwy, niesprawiedliwy. Zmniejszony przez czas, wiarę i miłość. Mówi się, że opuszczamy ten świat tak, jak na niego przyszliśmy: nadzy i samotni. Więc jeśli pozostajemy bez niczego, to co jest miarą życia? Jest ono określane ludźmi, których kochamy? Czy życie po prostu mierzone jest naszymi osiągnięciami? A co jeśli polegniemy? Albo nigdy nie będziemy naprawdę kochani? Co wtedy? Czy możemy się zmierzyć? Czy cicha desperacja naszego pragnienia doprowadza nas do szaleństwa?” („One Tree Hill”)

– Co Ci jest? – zapytał cicho. Przyjechałem tu po to, żeby w końcu to usłyszeć.
– Nie mogę Ci powiedzieć. Możesz zamienić to we współczucie, gniew, rozczarowanie, smutek, krzyk – oznajmiła łamiącym się głosem. W tym momencie łzami zaszły jej oczy i zadrżały jej wargi.
– Wiesz, że to niemożliwe w moim przypadku. Nie czuję tego w taki sposób. Nie obawiaj się – zaprotestował.
Ale ona milczała jak zaklęta, jak zaczarowana. Jak postać z baśni… W jej głowie jednak tkwiły zapamiętane dawne słowa o tym, że ma być silna do końca, nie dać się słabości, dźwigać miecz, którym nie potrafiła ranić, ale który miał dodawać jej pewności. Pamiętała też to, jak z wycieńczenia, gdy jej rany zaczęły jątrzyć się coraz częściej, pewnego razu zasnęła. A on zbudził ją krzykiem w środku nocy i szarpiąc. Zasnęłaś, więc przegrałaś. Straciłaś wszystko. A ja nie mam zamiaru się Tobą opiekować… Po tym usłyszała jeszcze, że to już koniec tej przygody, że w tej bitwie nie było żadnych zasad i że, jeśli coś wydawało się jej chwilową wygraną, to było złudne, nieprawdziwe, udawane i dalekie od doskonałości. Te głosy tak dobitnie do niej docierały. Ciągle. Każdego dnia był moment, że je słyszała… Ocknęła się jednak z tamtych obrazów i wróciła do rozmowy.
– Płynę z tym, co mam. Nie szukam ratunku – odpowiedziała, wycierając szybko mokre oczy. Wiesz nałóg uśmiechu na mojej twarzy bywa niebezpieczny. Wystarczy jedna dawka, a ja już chcę więcej. Choć mówią, że od wszystkiego można przejść na odwyk – dodała.
– A od miłości? – zapytał z tą znajomą jej chłopięcą ciekawością w oczach.
– Już nie pokocham, może nie zdążę, może nie chcę, ostatnio nie myślę nawet o tym (mówiąc to, skrzyżowała pod stołem wskazujący i środkowy palec). Ale wiesz co, kiedyś opowiem Ci o tym, jak kochałam. Nie uwierzysz.
– Dziś zatem opowiedz mi tylko o tym, jakie masz marzenia? – poprosił.
– O nich też nie mogę mówić. Pozbawiono mnie złudzeń – zaprotestowała.
– To wskaż je proszę cichym głosem. Dawne obrazy ich nie usłyszą – nalegał.
– Dobrze. Powiem Ci tylko o jednym pragnieniu. Chcę zobaczyć znów morze, bo w nim odbija się niebo. A niebo muszę poznać dokładnie. Tylko to musi być to prawdziwe niebo… takie z zachodem słońca, gwiazdami i z białymi chmurami, jak opisują w bajkach.
– A jeśli już to uczynię, co wtedy zrobisz? – skierował dłonie ku jej rękom.
– Wtedy zobaczę mieniące się barwami słońce, bezkres błękitu, spadające gwiazdy, gęste chmury, w których ukryje swoje inne marzenia. I zapamiętam to na zawsze, tak jak zapewne i Ty zapamiętasz. Zapamiętujemy na zawsze wszystko to, czego nie możemy posiąść… A potem pobiegnę boso przed siebie. Wiatr rozwieje mi włosy, piach będzie gładził moje stopy, a woda je ochłodzi.2
– Uciekniesz po tym, jak oślepi Cię blask takiego widoku… tego się boisz?
– Nie o pogoń, z braku odwagi, się rozchodzi, lecz o walkę między uczuciami, a rozsądkiem, między przeznaczeniem, a wolą i pragnieniami. To będzie taka pogoń, aby nie dogonić. Czasem też gonimy, aby nie dogonić.
– Ale często też chcemy dogonić – dotknął jej dłoni.
– Dogoniłeś… i po co?
– Aby móc patrzeć, jak odpływa w dal. A potem poczuć ogromny żal, wyzwolić w sobie tęsknotę i przeszywający strach z braku czyjejś obecności. I zapragnąć spotkania na nowo. I zacząć wszystko od początku.
W tym momencie zrozumiała, że jej ucieczka może paradoksalnie okazać się nagłym magicznym, nieokreślonym i prawdziwym spotkaniem. To nie był dom, ale coś równie pięknego – widok z okna, i to widok czegoś spoza horyzontu. Widok niewidocznego…

Te nuty niech towarzyszą tej historii Maria McKee „Show Me Heaven”.

* Cytat: „One Tree Hill”
* Fot. Piotr Bugdał

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.