Wirtualny Anioł

Uczucie
Miałeś oczy szkliste,
Półuśmiech na twarzy,
Nienaganną prezencję,
A w duszy mrok
I wielki talent,
Wspaniałe marzenia.
Przez wielu kochany,
Zatonęłaś w morzu smutku
Ucieczka
Zbudziłeś we mnie demony,
Od wielu księżyców uśpione.
Lecz przywiodłeś też anioły,
Istoty mi nieznane
Walka
Odrzuciłeś złudzeń maskę,
Ideą pragnąc żyć.
Wysyłałaś prawdy strzały,
W puste przestworza nieba
Śmierć
A potem pogrążony w myślach,
Zniknąłeś dla świata.
A razem z Tobą,
Z mego życia odeszła ufność…
Ból
Komu bitwę mam wydać?
Na czyim polu lec chwały?
Cóż uczynić, by Cię odzyskać?
I by Twe oczy znów się uśmiechały…

Czy nie wystarczy, że świat jest piękny? Muszą żyć w nim jeszcze elfy? Muszą.

Zaśnij, maleńki. W puchu sennym świat się skulił,
w tkliwej delikatności, co o nocy śpiewa.
Pieszczotą palców moich pragnę Cię utulić
lekko – jak gwiazdy spadające siadają na drzewach.

A skoro drżysz, zziębnięty, przyjmij ciepło całe
krwi mojej, gdy Cię w sobie jak serce zamykam.
Abyś mógł być ze mną, strach pokonałam.
Radością mi Twój oddech – jako piękna muzyka.

Zaśnij, maleńki mój. Ocean Twej tęsknoty
jak w piasek stopy schowaj w moją bliskość,
a całą moją czułość zamknę w każdy dotyk
i cały ogień świata jedną zaklnę iskrą…

Myślę może, że to wszystko jeszcze z braku wiedzy, o co w tym chodzi. Wiesz, że nie lubię nie wiedzieć. Tak już mam. Bo pary się spotykają, kochankowie się kochają, a przyjaciele hmm… to ludzie, którzy pytają jak minął dzień, którzy podają Ci paczkę chusteczek, gdy płaczesz, którzy o północy wpuszczają Cię do swojego mieszkania, piją z Tobą wino, a potem ścielą dla Ciebie łóżko na nocleg, którzy przed podróżą mówią Ci „Uważaj na siebie”, którzy o drugiej nad ranem podnoszą słuchawkę telefonu i słuchają, jak przeklinasz życie … Ciągle brakuje mi elementów do tej układanki.
Jestem w zasadzie wirtualna. Jak anioł. Anioły też są chyba takie. Choć ja znów też nie mam aż tak wiele wspólnego z nimi. Bo jestem grzeszna. To, że być może Ty byłbyś warty tych wszystkich grzechów, wcale mnie nie usprawiedliwia. Anioły także nie mają chandry, gorszego dnia, blizn i okresu i nie boją się niczego. Więc nazwij mnie już jak chcesz. Co i tak nie zmieni faktu, że najgorszy jest lęk przed czymś, czego nie można nazwać. Coś, co ma zbliżać nieustannie, ale nigdy nagrodzić dotykiem…

Idę już… jest takie miejsce między snem, a jawą
Ta chwila, kiedy jeszcze nie śnisz, a już pamiętasz
Tam zawsze będę trwała, czekając Maleńki.

– „Musisz mi wybaczyć. W miejscu dość i tak mrocznym zgasiłam ostatni płomień i zapadła ciemność. Nie, nie przez przypadek. Światła ponownie nie zapalę, bo nie mam iskry. Musisz spojrzeć na mnie z daleka. Dotykałam ścian po omacku, a tu jest tylko ciemność. Ciężko stąpać, a co dopiero widzieć. Czy wyjdę zatem nie mając, czym zapalić światła? Otóż nie. Czy wejdzie ktoś ze światłem i mnie wyciągnie? Zdecydowanie nie” („MagniWorld”).
– Tylko… tylko, gdybym Cię kiedyś nie spotkał, czułbym nieprzejednaną pustkę.
– Czy coś z tego wynika?
– „Pozwól mi się odnaleźć, a kiedy uczynię krok ku Tobie, bądź tam, jako czuwająca nad dystansem, i bądź też przy mnie, jako kochająca bez opamiętania” („MagniWorld”).

„Chciał więcej mówić, ale przerażona/Już w dal pierzchnęła, jego zostawiając/Z nie dokończoną mową/Także wtedy była delikatna i dziewczęca/Wiatr obnażał ciało, rozwiana szata łopotała za nią/W lotnym się tchnieniu strumieniły włosy/W ucieczce wzmogła się piękność…” (Owidiusz „Przemiany”).

* Cytaty: „MagniWorld”, Owidiusz „Przemiany”
* Fot. Monika Kamińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.