* WYNIK SERC

„Ta­ka roz­pacz by­wa czar­niej­sza niż noc. Ma zwiot­czałe człon­ki, opuszczo­ne ra­miona i załza­wione spoj­rze­nie. Drży jak w de­lirium. Przy­pomi­na ne­gatyw fo­tog­ra­fii we­sel­nej. Budzi myśli o stud­niach, lochach, za­walo­nych pie­cza­rach i po­lar­nych mro­zach. Krad­nie tlen. Zap­rasza głód. Mod­litwy uciekają, nie dając się łowić. Skrzeczy fa­tum. Ale i kołacze się błysk nadziei, bo puki życia – póty nadzieja”. Waldemar Łysiak

Dużo wiary sprawia, że szuka się wciąż i wciąż najlepszej drogi, podejmując przy tym odważne, ale bywa, iż ryzykowne decyzje. Zdrowie to wartość, zaraz obok miłości, najwyższa. Bo te dwie są obok siebie. Te dwie doświadczają. Te dwie sprawiają, że życie może wyglądać zupełnie inaczej, niż można się było tego wcześniej spodziewać. Te dwie powodują również, że przestaje się czekać na coś niepewnego, a w zamian za to, zaczyna się doceniać każdą nanosekundę życia.
Ale o te dwie trzeba walczyć. Nie zapomnieć o tym. Zapamiętać ich główny cel. Nieustannie. Nie tylko mieć to w wyobrażeniach. Doświadczyć tego realnie, gdy taka walka ma naprawdę miejsce.

*** Znajomy on.
Tym razem, ta przestrzeń nie wyglądała tak dobrze, jak wtedy, gdy spotkała go po raz pierwszy. Surowy korytarz zdradzał specyfikę tego budynku. Ale jej przyszły rozmówca siedział spokojny. Miał wypisaną na twarzy łagodność i kompetencję zarazem. Gdy usłyszała pierwsze słowa, jej serce zaczęło bić niezwykle szybko. Kadry z ostatnich miesięcy przewijały się jeden za drugim.
– Jesteś gotowa?
– Nie można być gotowym na taki wynik.
– Sprawdzamy…
Wstrzymała oddech. A on spojrzał na błyszczący, niby szklana kula, ekran.
– To nie to – oznajmił po chwili. To nie w tym tkwi problem. Tak, jak mówiłem ostatnio, musisz podejść do tego inaczej. Ale zdaje się, że nie tylko Ty, prawda?
– Jednak to narasta, zdaje się, że rośnie w coś niemożliwego do pokonania.
– I będzie narastać. Dlatego musisz zastanowić się, jak żyć z wynikiem zero i wynikiem sto procent.
– A jeśli to też wynik serc?
– Tutaj jest wszystko, według Ciebie (położył dłoń na bijącym organie). Ale tylko to, (pokazał na jej ulubioną część układu nerwowego, jaką jest mózg), może wskazać Ci właściwą drogę. Drogę bez złudzeń.
Opuściła wzrok, aby ukryć stan wzruszenia, jednocześnie przypominając sobie słowa bliskiego niegdyś jego – życie bez złudzeń jest łatwiejsze.

„W każdym działaniu przychodzi moment, po którym nie ma już odwrotu. Po przekroczeniu krawędzi przepaści, po naciśnięciu spustu pistoletu czy opuszczeniu młota, niczego nie da się już zatrzymać”. Alan Christoffersen

Są decyzje trudne do podjęcia, wobec których jest się ciągle zbyt słabym, by uwierzyć, że będą właściwe… Są jednak decyzje nie do odwołania, kiedy zwyczajnie się wie, że cokolwiek się zrobi, jest się ponad to. Nie złamałeś się, tylko zakrzywiłeś, zmęczyłeś, zwątpiłeś. Ale tego najbardziej niebezpiecznego szczytu nie zdobyłeś.
I choć znało się tę górę przez długi czas, choć wydeptane są ścieżki wokół niej i odnalezione miejsce do oparcia, brakuje dziś odpowiednich powodów.

*** Przetarła dłońmi oczy. Tylko one zdradzały potworne wycieńczenie. Wyciągnęła z szuflady kilka koralików, złączonych sznurem pragnień. Spojrzała na zdjęcie. Szukała myślami czegoś, co spowolni jej mózg. Milion myśli zamienić w jedną prymitywną.

Gdy zamyka się oczy, widzi się inaczej. Ale nie zawsze da się zamknąć powieki, i wtedy pojawia się ból serca, ból świata.
Potem zamigocze światło, ale Ty boisz się patrzeć na jasność. Dlatego zostaje już tylko tęsknota. Tęsknota za dobrym.
Chcielibyśmy być doskonali, a jesteśmy tylko zwyczajni.

– Skąd Ty jeszcze bierzesz siłę?
Milczała, ale bez łez.
– Jesteś taka inna, taka mocna, realna, przekonana.
Lekko uniosła kąciki ust. – Taka zawsze się Tobie podobałam.
– Ale Twój ciężar jest ogromny.
Jej oczy lekko zaszły mgłą. – Widzisz to dopiero teraz?
– Teraz już tak. Co dalej?
Zmrużyła powieki. – Nie wiem, co czeka mnie jutro. Nie myślę o tym.
– To wystarcza?
– Położyła palec na usta. – Ciii… Gdyby nie Ci wszyscy obok, gdyby nie to, co się zdarzyło, gdyby nie znaki, gdyby nie ten rytm wewnątrz, nie wystarczałoby.
– A co, jeśli to po prostu Twoja siła? Przyznasz się w końcu do tej heroicznej walki?
Spojrzała łagodnie. – Przyjęłam wszystko na siebie. Nie było innego wyjścia. Wyjścia ponadludzkiego. A ucieczka nigdy mnie nie interesowała. I nigdy też nie zastanawiałam się, czy wytrzymam. Przecież, i tak, to nie ja decyduję, czy jutro zaświeci słońce.
– Myślę, że dotarłaś do punktu, w którym jesteś, na swoich krętych ścieżkach, naprawdę dobra.
Wzięła głęboki oddech. – Właśnie – po prostu tylko i aż dobra.

*** Obserwowała już kilkanaście walk o życie. Zawsze podziwiała tych, którzy, pomimo beznadziejności, zwyciężali. Albo, którzy nigdy się nie poddali, nawet, jeśli nie zwyciężyli.
Obserwowała też zatrzymane serca, puste oczy, pochylone ciała. Z tym pogodzić się nie umiała. Dawnych bohaterów nie da się tak po prostu „zdebohateryzować”.
Sprzeczność pewnych kwestii spowodowała, że musiała wybrać tylko jedną drogę. Do niej należało ostatnie słowo. Tym razem, tylko do niej. Mogła dalej walczyć, ale zwyczajnie wiedziała, że nigdy nie otrzyma nagrody za swój trud. Nagrody, która nie była niczym szczególnym. Niczym nierealnym. Ta nagroda miała pachnieć tylko domem.
Oddychała inaczej, widziała inaczej, patrzyła inaczej.
Tej ostatniej nocy znowu wydobyła z siebie zduszony głos: Uciekaj, uciekaj! A potem otworzyła oczy. Za oknem była zwyczajna ciemność. Elektroniczne, zielone cyferki wskazały godzinę – 3.52. Spała o pięć minut dłużej niż wczoraj i pięć godzin krócej niż tydzień temu. Tworzyła w głowie obraz czegoś niemożliwego do osiągnięcia, a jednak. Uciekaj, uciekaj!– przypominała sobie, co działo się kilka chwil wcześniej.

– Patrzysz walecznie. To wystarcza?
– Wystarcza, by przeżyć samemu.
– A wszyscy obok?
– Wszyscy obok też potrzebują żyć, z jakąś nadzieją. Wymyślałam im więc tę nadzieję.
– A Ty masz jeszcze swoją nadzieję, taką tylko dla siebie?
– Nikt mi jej nie wymyślił.
– To gdzie Ty teraz jesteś?
– Ja już nie istnieję, w tym ciele, w którym żyłam wcześniej.

*** Nigdy nie wierzyła w zbiegi okoliczności. Tylko w marzenia. Wierzyła też w to, że po prostu przyciągamy. Przyciągała. Była jak magnes. Wiedziała, że ma moc. I większość rzeczy może programować w swojej głowie.
Dla niej wszystko miało swój głębszy sens – każda myśl, spotkanie, uśmiech i to, co można sobie podarować. Była utkana z instynktów, co pochodzą zarówno ze świata widzialnego, jak i ukrytego przed wzrokiem innych. Ciągle szukała właściwych znaków. Istniała w niej głęboka intuicja, przewidywanie, słuchanie, obserwowanie i wielkie czujące serce, największy organ w jej ciele. Istniał jednak też ten gorszy świat, z dobijającym się ciągle wyraźnym głosem. Trudno go było innym usłyszeć. Bo to były jedynie urywki zdławionych dźwięków, nieznane dla świata obok: Tędy, tędy prowadzi droga…, Idź w stronę światła…, Jesteś coraz bliżej…, Nadejdzie kiedyś taki dzień…, Nikt nie jest ani pewnością, ani wspomnieniem…, Nie ma podpory, światła i nawet symbolu…, Nie odnajdziesz tego, czego szukasz…, Nie, nie, nie… Te głosy często krzyczały, napastowały, powodowały bardzo głębokie rany, na całej duszy, osłabiały każdy milimetr jej zdrowego ciała.
Nie ma jednej słusznej prawdy. Tak, jak nie ma winy. Określonej. Choć wmawiano jej, że powinna winić siebie. Kiedy jednak serce nie biło równym rytmem, zdała sobie w końcu sprawę, że oprócz tego, że brakuje sił, nie słychać własnych słów i brakuje też słów, by się obronić. I choć nie mogła tej winy w żaden sposób podzielić, próbowała ją oddalić. Małymi krokami odchodziła od niej. Tak, by nie zmęczyć się już na starcie. Kilometrów ubywało bardzo powoli, cel był bardzo odległy. Ale był. W końcu się ujawnił. Już na zawsze.

Ten, któremu starczy odwagi i wytrwałości, by przez całe życie wpatrywać się w mrok, pierwszy dojrzy w nim przebłysk światła…”. Dmitrij Głuchowski „Metro 2033”

– Twoje oczy, co dziś mówią?
– To, czego od dawna bały się powiedzieć.
– Zatem żyjesz?
– Nie ja o tym decyduję.
– Śnisz?
– Nie tak, jak kiedyś.
– To co teraz?
– Teraz już muszę pójść inną drogą.

„Tylko daj mi powód,
Wystarczy jakiś niewielki
Tylko sekundę, nie jesteśmy złamani
Tylko zakrzywieni i możemy się nauczyć kochać jeszcze raz
Och, to jest w gwiazdach,
Jest to zapisane w bliznach naszych serc
Nie jesteśmy złamani
Tylko zakrzywieni i możemy się nauczyć kochać jeszcze raz”. Pink „Just Give Me A Reason”

* Cytaty: Waldemar Łysiak, Alan Christoffersen, Dmitrij Głuchowski „Metro 2033”, Pink „Just Give Me A Reason”.
* Fot. Łukasz Sowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.