Z Twojego powodu…

Wybór

– Dzisiaj masz wybór. Nigdy go nie miałaś. Ale dziś go masz. Tylko Ty. Twój wybór. Twoja decyzja. Twoja szansa.

Spojrzała na oświetloną bramę. Tak właśnie wyobrażała sobie coś, co będzie po tym, co teraz. Otworzyła jej jedno ozłocone skrzydło i zobaczyła przed sobą różne postaci. Znała niektóre, niektóre wydawały się jej tylko znajome, a inne po prostu obce.

– Dziś masz wybór – ponownie usłyszała twardy, ale spokojny głos.
– A co, jeśli nie ma właściwego wyboru? – zapytała ze znaną jej chęcią komplikowania prostych zdań.
– Zawsze jest.
– Szukałam takiego wyboru bardzo długo, błądziłam, odnajdywałam, błądziłam… Nie nauczyłam się niczego odkrywczego. Po prostu wiedziałam, że zawsze będzie tak samo. Nie istnieje właściwy wybór. To zawsze przypadek, suma wielu czynników, które powodują, że albo będziesz spokojny, albo będziesz musiał sam sobie ten spokój wymyślać. Poza tym, myślę, że za dużo dostałam, aby dostać wszystko.
– Ale ufałaś do końca. I dlatego Cię tu przyprowadziłem.

Wybaczenie

– Spróbuj podejść tutaj – zachęcająco wskazał jedną, znajomą jej twarz.

Naraz przypomniała sobie, kim jest osoba, stojąca przed nią. Ta twarz była uśmiechnięta, lekko już zmieniona wiekiem, ale po oczach można było wnioskować, że miała często wyraz radosny, jednak przerysowanie wesoły, bo zmieszany z nutą żalu i tęsknoty.

– Dlaczego bałeś się mnie? – odważnie zaczęła.
– Nie mogłem Ciebie od Ciebie samej uratować. Nie mogłem. Ale też straciłem bardzo wiele w ostatnich latach.
– Czyli mam rozumieć, że to nie ja byłam przyczyną Twoich strat?
– Nie. Ty nigdy nie byłaś powodem moich natręctw. Zabłądziłem bez światła. I dziś, to ja, mam dla Ciebie tysiące łez… Ty lubisz łzy. A ja, pomimo, że tak często udawałem radość, też je lubiłem.
– Od niewłaściwych słów, które się raz usłyszało, nie można kogoś uratować, choćby nawet się chciało. Od czynów też nie. A od ciągłych, złych emocji, w końcu rozpadnie się wszystko, jak złudzenie.
– Nigdy nie wiedziałem, czy będę wystarczająco dobry, wystarczająco mądry i wystarczający dla Ciebie. Wolałem więc uciec.
– … oboje wiemy, że tylko poranione dusze potrafią się zrozumieć. I na tym polega ta magia.
– To była magia, zatrzymana nagle. Zerwana niepotrzebnie – w jego głosie słychać było ogromny żal.
– Ale w dobrym momencie. Dlatego Ci wybaczyłam. Zrobiłam to jednak wyłącznie dla siebie, ażeby położyć całe to rozczarowanie na wieczny spoczynek i zacząć żyć na nowo.

Odetchnął z ulgą. Zdaje się, że chyba te słowa chciał najbardziej usłyszeć, po spotkaniu jej ponownie.

Walka

Odwróciła się i zdecydowała się pójść dalej. Teraz już rozumiała, dlaczego się tu znalazła. Tym razem, weszła w ciemniejsze miejsce. Ktoś, w półcieniu, stał odwrócony od niej. Złapała go za ramię.

– Spójrz na mnie – zawołała, ale była w jej głosie też lekka łagodność.
– Z ogromnym ciężarem ciało przed nią wykonało obrót. Obserwowała, jak oto przed jej oczami ukazuje się silna sylwetka. Wytatuowana bliznami twarz, usta mocno zaciśnięte. Oczy. Niebieskie. Najbardziej niebieskie, jakie znała. Męska postać. Tak, poznała ją, z listów, z fotografii, z blizn.
– Co to za świeże rany? – zapytała, wskazując palcem na okolice serca.
– Spełniło się to, co chciałem.
Westchnęła tylko, kiwając przecząco głową.
Każdy ma pełne prawo do zmarnowania sobie życia – ciągnął dalej.
– A ja przez tyle lat nie umiałam zrozumieć Twojej nienawiści. Dziś myślę, że nigdy nie chciałeś przyznać się do największej przegranej w Twoim życiu. Teraz nie masz już z kim walczyć.
– Żałuję, że nie powiedziałem Ci wcześniej… , ciągle żałuję. Tyle razy powtarzałaś – „żyj pełnią, tym, co dobre wokół”, a ja żyłem, jak chciałem… I dzisiaj jest już za późno na życie, ale przynajmniej Ty jedna wiesz, kim jestem i kim byłem.
– Ta wiedza była we mnie od zawsze. Potrafiłam się wszystkiego domyśleć. Definiowałam Twój mózg doskonale. Nie jestem zaskoczona. Więc co dalej?
– Może ktoś mnie jeszcze uratuje – powiedział to bardzo cicho.
– Uratuje czy znowu zaatakuje, by zmusić Cię do walki?
– Sam nie dam rady już walczyć. Zbyt dużo razy przechodziłem obojętnie obok czegoś, obok czego powinienem się zatrzymać. I dobrze, że nie zostało mi to wybaczone.
– Nie lubiłeś mówić o tej nadludzkiej sile…, a tego też Cię uczyłam, latami.
– Uczyłaś mnie wielu rzeczy, ale nie chciałem być Twoim uczniem. Nie chciałem walczyć. Nie z Tobą. Nie walczyć. Z Twojego właśnie powodu. Zawsze to ja musiałem być Mistrzem.
– Dbaj o siebie. Jakoś, na swój sposób, nie wiem.

Nie umiała mu współczuć, już od dawna. Wybierając niegdyś świadomą tułaczkę w przepaść, odciął ich wspólną więź.

Wyzwolenie

Minęła jeszcze kilka osób. Tylko nieliczni mogli spojrzeć jej w twarz. Inni chowali wzrok. Byli jak niedojrzałe istoty, nie wykształcone do końca, nie świadome swojej dorosłości. Zagubione, zamaskowane, udawane, dzikie dusze. Doszła prawie już do końca drogi. Tam czekało nad wyraz jaśniejsze światło, które uwydatniło nowy wzrok. Pamiętała go, jako ostatni bliski.

– Witaj (nie)znajoma, poznajesz? – uśmiechnął się, a ona ujrzała spokojną twarz.
– Co Ty tutaj robisz, już tutaj?
– Chłonę ten świat. Na jasno. Macham rękami i zachłannie zagarniam ten świat. Świat, od Ciebie też darowany. Świat z pamięci. I czekam na Ciebie.
– Ale przecież wtedy, tam, w tym czasie…, uciekaliśmy od siebie i to z taką regularnością.
– Tyle tylko, że nigdy nie uciekliśmy… Bo kiedy wróciłem do domu, zorientowałem się, że nie wiem, co zrobić z tęsknotą za kimś, kogo się ciągle pamięta i z tym zapachem, co zostaje nawet na końcach palców…
Tęskniłam niepoprawnie. Bo to z Twojego powodu właśnie, moje życie i moje trwanie, wszystko nabrało innych barw – od melancholii i odrealnienia do wyczekiwanej nadziei i spokoju.
– „Nie musimy udowadniać sobie, kto był winny… dziś, czuję to całym ciałem – chcę być silny, więc chwyć mnie za dłoń”. Przy zapalonym świetle, odkryjemy siebie na nowo.

Znajomy on, który towarzyszył jej podczas tych wszystkich spotkań, spojrzał na nich, swoim łagodnym wzrokiem.
– Daję Wam szansę…. „Ucieknijcie gdzieś i zaciągnijcie się gdziekolwiek, gdzie będzie Wam dobrze. Zróbcie sobie tatuaż, wskoczcie w pociąg. Uprawiajcie ogród i zbierajcie nasiona. Ochajtnijcie się, miejcie dzieci, noście kapelusz. Nie kłamcie, nie oszukujcie, nie kradnijcie. Wszystko musi być proste i jasne. I pamiętajcie, większość tego, co jest najważniejsze w życiu, trudno dostrzec gołym okiem. Wartość jakości chwili, którą spędzacie z innymi, znacznie przewyższa ilość” (Tom Waits).

W tej chwili zrozumiała, że wybór, jakiego dokona, stanie się wyborem najlepszym. Takim, którego szukała przez lata. I że nie jest wcale za późno. Na lekkie przywarcie do dłoni, ramienia, pleców… Nie jest jeszcze za późno.
Lśnienie. Rozbłyski… Muzyka, rytm, połączenie.
I tak też uciekli, zachłannie, trzymając się za ręce…

* Cytaty: Tom Waits, Kamil Bednarek
* Fot. Łukasz Sowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.