Złudzenie

Nie myślałam, nie przypuszczałam, uciekałam od przeszłości, jak zając ucieka przez łąki. Może jeszcze nie do końca ta ucieczka miała swój cel, ale nie zawsze, znów, musi być ten cel zdefiniowany. Była w tym wszystkim już długo oczekiwana wolność. I to zdawało się najważniejsze. Coś tam mnie zwodziło z zewnątrz, (ale nie czułam się kuszona). Wiedziałam, że przeszłości nie można zmienić, więc wracać tam po prostu nie chciałam. Za każdym razem jednak, mam wrażenie, że pewne rzeczy dzieją się w odpowiednim czasie, są odpowiednio dopasowane do scenariusza naszego dzisiejszego dnia. Tak było i tego wieczoru.

Na chwilę znowu powróciłam do zupełnie „irracjonalnej” rzeczywistości. Trwało to jednak niecały kwadrans. Przeczytałam i jedyne co pomyślałam, to fakt, że coś znowu po mnie zostało w czyichś mózgach, na czyichś twarzach, w jakiś tam wspomnieniach. Czy coś z tego wynika? Nic. Nigdy nie cieszyłam się z tego, że ktoś czegoś żałuje, albo przynajmniej miewa nuty żalu. Mnie to już nie uratuje, a ratować kogoś, kto nigdy nie krwawił za niewinnych, byłoby niedorzecznością. Zresztą za czym ten żal? Nie wiem, bo tu nie chodzi o wzniosłe uczucia. To raczej czyjaś osobista chęć udowodnienia sobie, że jest lepszym, niż myśli. Prowokację też wyczuwam i to na odległość. Nic z tego. Ktoś powie, że to obserwacja tylko, ale każda obserwacja czemuś służy. Na wypadek, gdyby… Wypadki mnie przerażają, więc tym bardziej nie chcę ich doświadczać.

Co dalej? Zmieniać nadal ludzi w nieco lepszych, niż myślą, że są. A potem odbierać pochwały? To niczemu nie służy. To można tylko wówczas, gdy widzi się sens takiej zmiany. Z pozycji nijakiej też wygląda to, co najmniej, komicznie. Inną jeszcze sprawą jest to, że ja nie jestem gwiazdą. Światło przyciąga mięsożerców. Co innego poprzez ciało ukazywać duszę, co innego mizdrzyć się w pozie, która ma wyzwolić w odbiorcy czystą biologię. Ciało nie jest tematem najważniejszym. Może dlatego nie troszczę się o nie zanadto. Chciałoby się karmić duszę, o ciele zapominając. Trudny temat. Osobisty. Więc w tym miejscu nie napiszę nic więcej.

Napiszę natomiast o polowaniach. Ludzie polują dziś na większość rzeczy. Jednak kłusownika od łowcy też trzeba umieć odróżniać. Jakkolwiek. Jeśli nie potrafi się samemu tego zrobić, można poznać przypadkowo daną osobę w odpowiednim czasie i ona to zrobi za nas. Powie o jedno słowo za dużo, a dla nas to będzie wyzwolenie. I nastąpi jasność, pewność, prawda. Czasem ktoś może zrobić coś za nas. Jeśli jesteśmy zmęczeni, to czemu na to nie pozwolić, nawet, jeśli to mało heroiczne. Przypadki się zdarzają.

Człowiek zawsze też ma wybór. I zawsze, w każdym momencie życia, może wyzbyć się złudzeń. Nawet, jeśli wcześniej myślał, że wszystko da się wyjaśnić. Naukowo, psychologicznie, logicznie czy nielogicznie. Otóż nie wszystko. Dopóty nie dojdą do głosu honor i męstwo, dopóki będzie się pozwalało na krzywdę najmniej winnych. Ale to trzeba być innym rodzajem gatunku ludzkiego, żeby to pojąć.

Wracając do przeszłości, zaakceptowałam fakt, że czegoś mnie nauczyła. Mogła akurat oszczędzić sobie niektórych szczegółów, ale cóż – widocznie tak miało być.

Jedno jest pewne. Grzebanie w niej niczemu nie służy. Co najwyżej rozdrapuje zabliźnioną ranę. Robienie magii tam, gdzie jej nie ma, też nie. Bajki o bohaterach czytam dziś już tylko dzieciom. Ale nawet i one często wiedzą, że czytam im zwykłe mrzonki.

Przestałam wierzyć w ludzi, bo jest coś ponad to. Dawne złudzenia rozbiły się wraz ze szklaną kulą, w której kiedyś żyłam. Owszem, zapamiętam pewne rzeczy na zawsze, bo tak skonstruowana jest nasza pamięć. Wśród nich również te dobre, ale to nie znaczy, że będę je jakoś szczególnie celebrować. Nie będę. Nie tym razem.

3

* Fot. Łukasz Sowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.